
Odnalazłszy niezbędne dokumenty denatki, uspokoili się, ujawnione zaś przy okazji dobra zabrali, nie w celu przywłaszczenia, tylko dla bezpieczeństwa. W ostatniej chwili jeszcze piekielny Jacuś bystrym oczkiem wypatrzył i wywlókł zza kaloryfera płaską paczkę, w której starannie poukładane były następne drogocenności, znów dwa wisiory, dwa naszyjniki, pierścionki, broszki, zapinki i kolczyki, złota puderniczka, złote spinki do mankietów i rozmaite inne dyrdymały. Rzecz oczywista, w kuchni. Wszystko, z wyjątkiem futerału, rzeczywiście znaleziono w kuchni i znów Jacuś miał rację. Możliwe, że tych właśnie rzeczy szukała osoba, która wywaliła różne rzęchy i papiery z szafy w sypialni i z połowy kredensu kuchennego. Wedle opinii Jacusia, jak już było powiedziane, osoba miotała się tam prawie w chwili zbrodni i była płci żeńskiej.
– No właśnie! – przypomniałam sobie żywo. – Od początku słyszę, że tam była druga baba, nie ja jedna na świecie! Ta druga baba to kto? Coś już o niej wiadomo?
