
– Niech sobie idzie – rzekła Sol spokojnie. – Zaraz spotka swoich pobratymców, a oni lepiej go poinformują o tym, co się dzieje i co powinien, a czego nie powinien robić. Czy poza tym wszystko w porządku?
– Ach, nie! – odparł Heike. – Musimy zająć się rannymi.
Wysoki, silny Armas wybuchnął płaczem, gdy zrozumiał, że jest ocalony.
– Nigdy nie przeżyłem nic straszniejszego – wyznał.
– Dokładnie to samo mówił Oko Nocy – przypomniała Shira. – My możemy jedynie wyobrażać sobie, jakie to uczucie.
Zajęli się Madragami i Siską, wkrótce też przekonali się, że choć upiór zaatakował z całą energią, to jednak był tylko zjawą i nie miał siły niezbędnej do dokonania mordu, choć najwyraźniej taki właśnie miał zamiar.
Gdy wszystkimi zajęto się już najlepiej jak tylko się dało w tej sytuacji, bez Dolga i jego szafiru, wilki z powrotem zabrały Sol i Shirę, a także Armasa, by złożyć raport i przekazać przyjaciołom sygnał do podjęcia dalszych działań.
Wszyscy byli zdania, że akcja bardzo się przeciąga.
– Poradziliśmy sobie z nimi – oświadczył ochrypły, nie nawykły do mówienia głos. Brzmiało w nim zadowolenie. – Fala powodziowa i potworni mieszkańcy doliny zrobili z nimi koniec.
– Dobrze, kiedy można wykorzystać nieprzyjaciół do unicestwienia jeszcze straszniejszych wrogów – zaniósł się śmiechem inny z potężnych władców Gór Czarnych.
W poczuciu triumfu zapomnieli o oglądaniu wielkich ekranów na ścianie, siedzieli tylko i radowali się swoim sukcesem.
Trzeci ostrzegł:
– Ale w tych idiotycznych żelaznych skrzyniach pozostało jeszcze kilkoro. Ich także musimy wyeliminować.
