
Nic nie mogło równać się z taką bezradnością. Jestem tutaj, jestem tutaj, nie słyszycie mnie?
Ale nikt go nie słyszał.
Przygotowania do podjęcia kolejnej próby zostały już prawie zakończone.
Faron jednak nie był w pełni zadowolony. Chciał wymienić kilku uczestników, postanowił bowiem mimo wszystko dać szansę Joriemu i Yorimoto, bez względu na to, co powiedziałaby Taran o narażaniu jej syna na niebezpieczeństwo.
Chłopiec oczywiście się rozpromienił, a Yorimoto wyprężył jak struna w poczuciu odzyskiwanej godności.
Ale kogo wyznaczyć na ich miejsca?
Faron rozejrzał się po zebranych. Kiro, Dolg i Gere zostali ranni, ale niebieski szafir dobrze się nimi zajął, choć zranione biodro Gerego jeszcze się nie wygoiło i wilk wciąż trochę utykał. Faron popatrzył w parę lękliwie spoglądających wilczych ślepi i zrozumiał, że nie może odmówić Geremu uczestnictwa w kolejnej wyprawie. Bez Dolga też nie mogą się obyć ani bez Kira…
– Oko Nocy i Armas, wy dwaj sprawiacie wrażenie, jakbyście byli w nie najlepszej formie, zostaniecie więc tutaj zamiast Joriego i Yorimoto.
Armas i Oko Nocy jęknęli. Och, nie, za żadne skarby nie chcieli zostać, ich jęk powiedział to wyraźniej niż słowa.
– To chyba niemożliwe – stwierdził Ram. I on czuł się jakoś nieswojo, choć nie wiedział, dlaczego. – Oko Nocy to wszak wybrany. Za to Armas… Nie, Armasie, na nic się nie zdadzą protesty, zostajesz.
– Masz rację – prędko przyznał Faron. – Ale właściwie obiecałem już Joriemu i Yorimoto… No cóż, pójdziecie z nami wszyscy trzej – oświadczył wreszcie wielkodusznie. – Madragowie i Heike, czy zdołacie sami utrzymać nasz fort? I jednocześnie przypilnować Sassy, Tsi i Siski?
