– Od jak dawna jesteś jego żoną?

– W lipcu miną cztery lata.

– Cztery lata – powtórzył, starając się odepchnąć nieproszone obrazy intymnych przeżyć tych dwojga. – Cztery lata – warknął, miętosząc rąbek jej spódnicy. – Jak coś takiego mogło się w ogóle zdarzyć? A Josh o niczym nie wie?

– Nie.

– Nigdy mu o mnie nie opowiadałaś? – rzucił zdławionym głosem.

– Właściwie… nie miałam zamiaru tego przed nim ukrywać. Po prostu… Dan był przy nim od urodzenia, ba, jeszcze wcześniej. Josh nauczył się kochać go jak… ojca.

– Chcę, żeby wiedział. Chcę znowu mieszkać w tym domu wraz z wami, z żoną i synem, jak pan Bóg przykazał!

– Zrozum, Rye, musisz dać mi trochę czasu – twarz Laury wykrzywiła się do płaczu, głos jej się załamał. – To… to wszystko dotknęło nas tak nagle… nikt się przecież nie spodziewał…

– Ile czasu? – przerwał niecierpliwie.

Popatrzyła mu w oczy, jakby w pierwszej chwili nie pojęła, o co pyta. Widząc jego rozpacz i determinację, odwróciła wzrok. Nie miała pojęcia, co mu odpowiedzieć.

– Czekałem na ten dzień pięć lat, a ty prosisz mnie o czas. Jak długo mam jeszcze czekać?

– Ja… nie… – kątem oka spostrzegła jego bliskie usta. – Proszę cię, Rye…

– Prosisz? O co prosisz? – Rye powoli ujął ją za łokieć.

– Ktoś może nas zobaczyć… – Laura spłoniła się, oczy jej błyszczały, z półotwartych ust dobywał się przyspieszony urywany oddech.

– No to co? Jesteś moją żoną.

– Nie dlatego tu przyszłam.

– A ja właśnie dlatego – rzekł chrapliwie, przyciągając ją do siebie. Szybkim spojrzeniem omiótł szczyt pagórka, aby sprawdzić, czy nie widać ich z domu. – Na Boga, Lauro, czekałem pięć lat! Nie zdajesz sobie sprawy, jak za tobą tęskniłem? I co dostaję w zamian? Jeden pocałunek, gdy liczyłem na tak wiele… – jego oczy rozpłomieniały ją, głos kusił. - Mam ochotę wziąć cię tu, zaraz, i do diabła z Danem, do diabła z całym światem. Chodź do mnie.



15 из 314