
Dostrzegła Petera. Wisiało nad nim dwóch członków załogi.
Całą twarz miał obłożoną nanoopatrunkiem, przypominającym grubą zieloną warstwę polietylenu.
— Matko miłosierna!
— Wyliże się — uspokoił ją szybko Menzul. — Mogło być gorzej. Pakiet opatrunkowy da sobie z tym radę.
— Co się właściwie stało?
— Dopadł nas dywizjon czarnych jastrzębi. Eksplozja antymaterii wyrąbała dziurę w kadłubie. Dostaliśmy mocno po dupie.
— Co z „Alchemikiem”?
Menzul wzruszył beznamiętnie ramionami.
— W jednym kawałku. Chociaż to teraz bez znaczenia.
— Jak to? — Mimo że zadała to pytanie, wcale nie chciała poznać odpowiedzi.
— Przez tę dziurę w kadłubie straciliśmy trzydzieści procent węzłów modelujących. Jesteśmy okrętem wojennym, możemy skoczyć przy dziesięcioprocentowym ubytku, ale trzydzieści procent… Ugrzęźliśmy na dobre. Siedem lat świetlnych od najbliższego zamieszkanego układu.
* * *
W tym czasie znajdowali się dokładnie trzydzieści sześć i pół lat świetlnych od Garissy, ich ojczystej gwiazdy typu G3. Gdyby skierowali ocalałe czujniki optyczne „Beezlinga” na nikłe, mrugające w oddali diamentowe światełko i gdyby te czujniki miały wystarczającą zdolność rozdzielczą, to po trzydziestu sześciu latach, sześciu miesiącach i dwóch dniach zobaczyliby krótkotrwały rozbłysk obserwowanego punktu — znak, że omutańskie okręty najemnicze zrzuciły na ich rodzimą planetę piętnaście bomb z ładunkiem antymaterii. Siła każdej z nich odpowiadała w przybliżeniu uderzeniu meteorytu, który zmiótł niegdyś dinozaury z powierzchni Ziemi. Atmosfera Garissy uległa nieodwracalnym zniszczeniom. Zerwały się potężne huragany, zdolne pustoszyć świat przez wiele tysiącleci. Same w sobie nie niosły jeszcze zagłady; na Ziemi od z górą pięciu wieków zamknięte arkologie chroniły ludzi przed zabójczym klimatem rozregulowanym wskutek efektu cieplarnianego. Jednak w odróżnieniu od uderzenia meteorytu, gdzie uwolniona energia ma charakter czysto termiczny, bomby wyemitowały ilość promieniowania porównywalną z niewielkim rozbłyskiem słonecznym. Radioaktywny opad, jaki w ciągu ośmiu godzin rozniosły po planecie szalejące burze, zniszczył wszelkie formy życia. Po dwóch miesiącach zginęły ostatnie organizmy.
