
— Poszedł za nią Mahmud. Ma działać, kiedy tylko będzie mógł.
— Sam się tym zajmij. Spotkamy się w Intereck — uciął Hamadi.
Odczekał, aż trzej zabójcy oddalą się i wraz z Badrem ruszył ścieżką. Badr nie widział śmierci agenta CIA, ale nie wątpił, że zagrożenie zostało zlikwidowane. Libańczyk słyszał straszliwy charkot zarzynanego człowieka i czuł, że nie zapomni go do grobowej deski.
Heidi Ried niepokoiła się nie na żarty. Przepuściła już dziesiątki turystów, korytarz prawie opustoszał. Raz po raz spoglądała w stronę tarasu. Widok gęstniejącej mgły potęgował jej lęk. Nie wracał ani Badr, ani drugi Arab, ani John. Dostrzegła natomiast śniadego mężczyznę z papierosem, który stał oparty o framugę i także przepuszczał windy. Wielokrotnie uchwyciła jego spojrzenie. Nie było to spojrzenie adoratora. Patrzył na nią morderca. Heidi nie wiedziała, co robić. Czuła, że coś przytrafiło się Johnowi i ogarniał ją paniczny strach. W tłumie była bezpieczna, kiedy jednak odjedzie kolejna winda, pozostanie tu sama z tym typem i kelnerami. Gorączkowo szukała wyjścia z sytuacji, gdy z tarasu weszło trzech ciemnoskórych mężczyzn. Dołączyli do obserwującego Heidi zbira. Po krótkiej wymianie zdań jeden z nich nachalnie spojrzał na dziewczynę. Heidi poczuła, że uginają się pod nią nogi.
