
Spojrzała w bok słysząc trzask łamanych gałęzi i osuwających się kamyków. Poczuła, że zamiera jej serce. Po zboczu lekkim krokiem biegło w jej stronę trzech mężczyzn, tych samych, których zauważyła przy windzie. Jeden z nich przeciął jej drogę. Dwaj pozostali stanęli za jej plecami. Heidi krzyknęła zdławionym głosem, sparaliżowana strachem. Nim zdołała odzyskać zimną krew, napastnik uderzył ją w twarz rozcinając wargę, potem wymierzył cios w skroń. Ogłuszoną powlekli bez trudu aż do tarasu widokowego. Poprzez łzy zobaczyła w dali otoczone górami Kónigsee. Napastnicy pchnęli ją na kamienną balustradę i wykręcili ręce. Krzyknęła naiwnie:
— Zostawcie mnie! Złożę skargę na policji!
Z drogi nie można było ich dostrzec. Zresztą o tej porze nie było wokół żywego ducha. Nie mogła liczyć na niczyją pomoc. Krępy łysy Arab chwycił Heidi za włosy, owinął je wokół dłoni, odchylił jej głowę i napluł w twarz. — Twój przyjaciel nie żyje! Ciebie też to czeka, chyba że odpowiesz mi na parę pytań. Kim jesteś?
— Austriaczką turystką — wybełkotała, próbując się opanować. — Nic nie rozumiem. Kim jesteście?
Policzek nieco ją ogłuszył. Kamel wrzasnął:
— Powiedziałem, że masz odpowiadać na pytania, nie łgać. Kto cię tu przysłał? Kogo śledziłaś?
Dziewczyna milczała przerażona. Nagle spostrzegła w dłoni Araba nóż i poczuła, jak ostrze ukłuło ją tuż nad pępkiem.
— Wbiję go tak wolno, żebyś zdążyła zmienić zdanie — zagroził.
W tej samej chwili nacisnął rękojeść i Heidi poczuła gwałtowny ból. Jej krzyk brzmiał nad doliną, aż brutalna dłoń zatkała jej usta. Z rany sączyła się ciepła ciecz. — Będziesz mówić? — syknął Kamel szczypiąc sutek jej piersi.
Pierwszy raz miał do czynienia z Europejką i bardzo go to ekscytowało. W dodatku dziewczyna była szalenie atrakcyjna, zupełnie jak luksusowe call-girl po pięćset dolarów za noc, na które czasem sobie pozwalał. Ponieważ Heidi milczała, wbił sztylet parę milimetrów głębiej.
