
Głowa Heidi zwieszała się nad przepaścią. Ból ustąpił odczuciom mniej wyraźnym. Dziewczyna poddawała się obojętnie, jakby gwałcono kogoś innego.
Kamel czuł się jak pan tego świata, wyżywając się do woli na seksualnej niewolnicy. Chciałby tę rozkosz przedłużać w nieskończoność. Niestety, ciasne ścianki pochwy zbyt go podniecały. Z pomrukiem, który przeszedł w dziki wrzask, wyrzucił z siebie falę gęstego nasienia. Heidi nie reagowała. Ibrahim podciągnął spodnie i spojrzał na dziewczynę. Leżała nieruchomo z głową nad przepaścią i rozrzuconymi nogami.
— Mahmud! Selim!
Przybiegli natychmiast, oblizując się na myśl o „nagrodzie”.
— Zabawcie się! — rzucił wielkopańskim tonem. Nie trzeba było im tego powtarzać. Teraz oni gwałcili Heidi, a Ibrahim palił papierosa. Hamadi będzie z niego zadowolony. Rozdzierający, prawie agonalny krzyk wyrwał go z zadumy. Odwrócił się. Heidi leżała na brzuchu. Nad nią rytmicznie poruszał się Mahmud. Widząc jego członek wynurzający się i ginący między jej pośladkami, Ibrahim pożałował, że sam na to nie wpadł. Teraz było za późno. Zniechęcony zawołał:
— Pospieszcie się. Pora wracać.
— Co z nią zrobić? — zapytał Mahmud ubierając się.
— Wykończcie ją — rzucił Kamel.
Mahmud odwrócił Heidi na plecy. Leżała na pół żywa, z twarzą mokrą od łez. Zamachnął się z całej siły i uderzył ją w szyję. Drgnęła, wydała gasnący głos. Irakijczyk uderzył jeszcze raz, by zmiażdżyć krtań kobiety. Tym razem już się nie poruszyła. Na wszelki wypadek uniósł jej powiekę. Źrenica była nieruchoma. Dziewczyna nie żyła.
