John Mackenzie dał się zmylić. Widział Hmadiego, gdy wraz z towarzyszem wyszedł z restauracji. Udał, że idzie do toalety, a kiedy się odwrócił, mężczyźni zniknęli. Natychmiast zorientował się, że schodzą pieszo. Szepnął do Heidi:

— Zostań tu, sprawdzę, dokąd poszli. Może to podstęp.

Wyszedł z „Kehistein Haus” w samą porę, by dostrzec niknące we mgle sylwetki. Pieszy szlak leżał po drugiej stronie budynku, ale mogły istnieć inne. Nie mógł ryzykować. Ruszył za nimi. Odwrócił się po paru sekundach. „Kehistein” był już niewidoczny. Chmury gęstniały. Szedł po cichu, nasłuchując i usiłując coś dojrzeć w białych kłębach. Stopniowo tracił wyczucie odległości i orientację. Nagle znalazł się przed krzyżem. Okrążył go. Ani śladu Arabów. Jak zgadnąć, którą ścieżką poszli w tym mleku? Zrozumiał swój błąd. Nawet jeśli szli piechotą, spotkałby ich na dole przy autobusie. Wystarczyłoby poczekać. We mgle mógł ich tylko zgubić. Wtem tuż przed nim wyrosły dwie sylwetki. Najpierw wziął ich za zagubionych turystów, ale zobaczył smagłe, wąsate twarze i wyraz oczu. Jeden z nich miał noktowizor, pozwalający widzieć we mgle. Powiódł wzrokiem w dół i dostrzegł w ich rękach noże. Chciał odskoczyć, ale silne ramiona otoczyły jego tułów i uniosły w górę. Próbował się bronić, na próżno. Jeden ze stojących przed nim mężczyzn chwycił go za lewą rękę, wykręcając ją brutalnie. Niewidoczny napastnik unieruchamiał jego prawe ramię. Ktoś z tyłu odezwał się cicho po arabsku:

— No, Ibrahim. Załatw go.

Ibrahim Kamel rozpoczął karierę jako oprawca irańskich jeńców. Dzięki swojej pomysłowości awansował szybko na szefa grupy dochodzeniowej. Specjalizował się we wprowadzaniu rury w odbytnicę przesłuchiwanego. Do rury wsuwał szyjkę butelki ze sprężonym powietrzem.



9 из 182