
Sama zabrała Małego Siverta i wyszła do domu babci, gdzie Johan został z matką. Skoro tylko mały zobaczył ojca, puścił rękę Mali i pobiegł do niego. Zarzucił mu rączki na szyję, aż Johanowi zaszkliły się oczy.
– Dziadek umalł – rzekł i popatrzył poważnie na ojca. – Jest telaz aniołem. Widziałem go.
Johan musiał odchrząknąć, zanim zdołał odpowiedzieć.
– Tak, dziadek jest teraz aniołem – przytaknął i poklepał chłopca po głowie. – A gdzie go widziałeś?
– Na niebie – odparł Mały Sivert i uśmiechnął się szeroko. – Chodź, pokazę ci.
Zeskoczył na podłogę i chwycił Johana za rękę. Wtedy zauważył babcię, siedzącą nieruchomo w bujanym fotelu, i złapał ją drugą ręką. Babcia, o dziwo, wstała i razem z wnukiem i synem podeszła do okna. Mały Sivert spojrzał w górę i nagle dostrzegł ową bladą gwiazdę na południowym niebie.
– Tam! – zawołał i pokazał. – Dziadek widzi nas.
Przez chwilę stali tak we troje w milczeniu. Mali przyglądała się ramionom Beret, zobaczyła, że teściowa walczy z płaczem.
– Myślę, że masz rację – przyznała Beret ochrypłym głosem i położyła dłoń na główce wnuka. – Jak dobrze, że mamy ciebie, Mały Sivercie. Teraz, gdy dziadka nie ma już wśród nas, lecz przebywa w niebie u Boga i aniołów, ty nie będziesz już Małym Sivertem. Teraz został tylko jeden Sivert tu w Stornes i ty nim jesteś. Odtąd będziemy cię nazywać Sivertem – powiedziała i znowu wzięła go za rękę. – Sivercie Stornes.
Johan odwrócił się i napotkał spojrzenie Mali. Skinął nieznacznie głową, a ona odpowiedziała mu skinieniem.
– Tak, teraz ty jesteś Sivertem Stornes – potwierdził i wziął syna na ręce. – To wielkie dziedzictwo i odpowiedzialność, ale jestem przekonany, że sobie poradzisz.
