
Mały Sivert spoglądał zdezorientowany to na babcię, to na ojca. Nie rozumiał, co Johan ma na myśli, ale zaraz się uśmiechnął.
– Mały Sivelt duzy – rzekł dumnie.
– Uważam, że Mały Sivert powinien wziąć udział w czuwaniu – zwrócił się Johan do Mali, kiedy po obiedzie na krótko zostali sami.
– Za nic w świecie! – zaprotestowała głosem bardziej ostrym, niż zamierzała. – Jest jeszcze za mały, Johan. Nie narażajmy go na coś takiego, skoro nie wiemy, jak to zniesie. Dopiero dał się przekonać, że Sivert jest w niebie z aniołami. Nie ma nawet mowy, żeby zobaczył dziadka w trumnie, przyglądał się płaczącym… Za nic w świecie -powtórzyła stanowczo.
Johan nie od razu odpowiedział. Mali nie wiedziała, jak daleko się może posunąć, ale nie chciała się zgodzić, by malec był obecny podczas czuwania przy zwłokach, kiedy trumna zostanie zniesiona na dół. Nie podda się, niezależnie od tego, co o tym sądzi Johan, ale też nie zamierzała w tej chwili dyskutować ani tym bardziej sprzeczać się z mężem.
– Poprosimy Gudmunda, żeby zawiózł małego do Innstad, do Olausa, by mogli się razem pobawić – zaproponowała i prosząco położyła rękę na ramieniu Johana. – Pozwól, by jechał do Innstad, Johan. Jest tylko dzieckiem… Tak wrażliwym – dodała cicho.
– Może masz rację – przyznał Johan z wahaniem. – Być może czuwanie razem z nami wyrządzi mu więcej złego niż dobrego. Każ Gudmundowi zawieźć go do Margrethe.
– Dziękuję – szepnęła Mali. – Dziękuję, Johan.
Uroczystość czuwania przebiegła skromnie i cicho. Tak, jak Sivert by sobie tego życzył, pomyślała Mali, stojąc przy ścianie i słuchając, jak Nikolai czyta z Biblii. Złożyła ręce, a oczy utkwiła w człowieku spoczywającym w trumnie. Sivert wydawał się taki spokojny w białej pośmiertnej szacie. Gdyby tak ktoś mógł podać mu rękę i nakazał wstać, pomyślała Mali, ale takie rzeczy miały miejsce tylko w czasach Jezusa, o ile wiedziała. Teraz już cuda się nie zdarzają. W każdym razie nie w Stornes.
