
Malec powoli się uspokajał. Płacz przeszedł w żałosne łkanie, które od czasu do czasu wstrząsało maleńkim, kruchym ciałem. Mali gładziła szczupłe plecy chłopca, jednak nie odzywała się. Wiszące nisko zimowe słońce kryło się za górami. Na południowym krańcu nieba pojawiła się ledwie widoczna blada gwiazda. Przez mgnienie oka Mali zastanowiła się, czy dobrze robi, zwodząc syna, opowiadając mu o aniołach i gwiazdach, szybko jednak odrzuciła wątpliwości. Według Biblii opowieści o aniołach nie są kłamstwem. A gwiazdy…
Wszyscy przecież potrzebują jakiejś pociechy, a cóż może być piękniejszego niż cudowne gwiaździste niebo? Chłopiec nie będzie tak bardzo rozpaczał po stracie dziadka, pomyślała Mali. wierząc, że może go zobaczyć jako jedną z wielkich migocących gwiazd na nocnym rozgwieżdżonym niebie. W ten sposób malec zawsze będzie czuł, że dziadek jest gdzieś w pobliżu. Nie, czuła, że nie postępuje źle, opowiadając mu te niestworzone historie.
– Popatrz, Mały Sivercie – powiedziała cicho, wskazując na niebo. – Dziadek nie chce, żebyś się smucił. On już poszedł do aniołków, widzisz?
Chłopiec podniósł głowę i spojrzał przez okno. Długo siedział nieruchomo, wpatrując się w bladą gwiazdę. Potem odwrócił zaczerwienioną, zapłakaną twarz w stronę matki i uśmiechnął się.
– Widzę cię, dziadku – zawołał z nosem przyklejonym do lodowatej szyby. – Widzę.
Kiedy Mali zeszła na dół z Małym Sivertem, Maria już była w salonie. Zdążyła nawet kupić materiał. Siedziała przy starej maszynie do szycia i szyła pośmiertną szatę dla Siverta. Stół stał nakryty do obiadu i Mali poprosiła Ingeborg, by zawołała wszystkich na posiłek oraz przyprowadziła parobków i stolarza, który pracował w stodole. Ale czy będzie chciał jeść?
