Musiał stać na krześle, kiedy go rozbierała i mokrą myjką myła drobne ciało. Z nosem przytkniętym do szyby wpatrywał się w ciemne zimowe niebo. Przez cały dzień panowała mroźna, słoneczna pogoda. Teraz niebo było bajką z migocącymi gwiazdami i płonącą zorzą polarną.

– Pats, mama – odezwał się, wskazując na niebo. – Zoza polalna!

– To dla dziadka – odparła Mali, podziwiając z synem niezwykły widok. – Świętują, że dziadek pojawił się w niebie. Czy to nie piękne?

Chłopiec skinął głową, wpatrując się oczarowany w świetliste barwne smugi na nocnym niebie.

– Czekaj, zaraz usłyszysz – powiedziała Mali. Przyniosła kołdrę z łóżka i otuliła nią synka, żeby nie zmarzł. Następnie otworzyła okno. Mroźne nocne powietrze wtargnęło do pokoju, lecz Mali wychyliła się przez okno z Małym Sivertem w ramionach.

– Co to? – szepnął i mocniej przytrzymał się matki.

– To aniołowie śpiewają dla dziadka – odparła równie cicho Mali.

Zamknęła okno i zaniosła dziecko do łóżka. Malec nie chciał puścić jej ręki, a ona nie miała serca zostawić go samego tej nocy. Została z nim, dopóki nie zasnął mocnym snem.

Kiedy wreszcie Mali mogła się udać na spoczynek, czuła się ledwie żywa ze zmęczenia, smutku i bezsilności. Powoli ściągnęła czarną sukienkę, którą miała na sobie podczas czuwania przy zmarłym, i przerzuciła przez oparcie krzesła – nie miała siły pójść na korytarz i powiesić sukni na wieszaku. Potem rozpuściła włosy i potrząsnęła głową. Nagle poczuła obejmujące ją od tyłu ramiona Johana i aż podskoczyła ze strachu. Położył głowę na jej karku i rozpłakał się. Powoli odwróciła się w jego objęciach i pogładziła go po twarzy.

– To z czasem minie, Johan – szepnęła. – Wszystko z czasem minie.



13 из 167