
– Jak my sobie poradzimy bez ojca? – łkał Johan. – On był… Stornes to on.
– Takie jest życie – westchnęła Mali i poklepała męża po policzku. – Twój ojciec był dobrym człowiekiem, zostały po nim same dobre wspomnienia. Z taką świadomością będzie łatwiej iść dalej. A ty potrafisz podźwignąć dziedzictwo po twoim ojcu, Johan – dodała, chociaż wcale w to nie wierzyła. Nikt nie zdoła podźwignąć dziedzictwa po Sivercie, a już najmniej Johan, pomyślała. Sivert był zupełnie inny.
– Co ja bym zrobił bez ciebie i Małego Siverta? – szlochał Johan i mocniej przyciągnął Mali do siebie. – To, że mam ciebie…
Mali stała nieruchomo, czekała, aż mąż się uspokoi.
– Oboje jesteśmy przemęczeni – szepnęła. – Kładźmy się. Jutro być może…
– Połóż się na chwilę ze mną – mruknął. – Powinniśmy się tej nocy nawzajem pocieszyć.
Mali zesztywniała. Co przez to rozumiał? Chciał, żeby poleżeli po prostu przez chwilę przytuleni, wspominając ojca, czy…
Niemożliwe, by miał na myśli co innego, pomyślała spłoszona. Nie dzisiaj. Nie tej nocy, kiedy Sivert odszedł na zawsze. W tę noc smutku, najczarniejszą noc…
Johan poprowadził ją za sobą do łóżka i czekał, aż się położy przy ścianie. Potem sam wślizgnął się za nią i mocno przytulił. Przez chwilę leżeli tak razem bez słowa. Johan trzymał Mali w ramionach, od czasu do czasu jego ciałem wstrząsało łkanie. Kiedy jedna jego ręka zaczęła szukać drogi pod jej koszulę, Mali szybko ją zatrzymała.
– Nie dziś, Johan – poprosiła cicho. – Twój ojciec dopiero co umarł, a my…
– Wiem, że on chciał, byśmy dodawali sobie nawzajem otuchy – szepnął ochryple.
Mali nie mogła uwierzyć własnym uszom. Ten człowiek stracił ojca w wypadku, położył go do trumny i zaniósł do stodoły. To noc smutku i zadumy. A on myśli, że wszystko się ułoży, jeżeli się z nią prześpi! Chyba oszalał, pomyślała i próbowała odsunąć jego rękę.
– Nie mogę, Johan – syknęła i spróbowała się wywinąć z jego objęć. – Nawet nie mogę o tym myśleć.
