
Nie odpowiedział, uniósł się tylko na łokciu i zaczął zdzierać z niej koszulę. Chciała krzyczeć „nie", bić, wyć z rozpaczy i złości, które przeszywały ją na wskroś, ale pomyślała, że to tylko pogorszyłoby sytuację, uczyniło ją bardziej niegodną. Płacząc, poddała się i zasłoniła ręką twarz.
Płakała cicho cały czas. Płakała nad stratą Siverta i nad mężczyzną, któremu była poślubiona, a który dopuścił się gwałtu w taką noc jak ta.
Skulona i półnaga pokuśtykała z powrotem do swojego łóżka. Czuła ból w całym ciele, a dawna nienawiść do Johana zapłonęła w niej na nowo. Nigdy mu tego nie wybaczy.
Długo leżała w ciemności, nie mogąc zasnąć. Wszystko się w niej burzyło. Odnosiła wrażenie, jak gdyby była współwinna grzechu śmiertelnego, jakby zatańczyła na grobie Siverta, skoro nie potrafiła zapobiec temu, co się stało. Nagle przyszło jej do głowy, co powinna zrobić.
Cicho wyślizgnęła się z łóżka i włożyła ubranie. Potem wymknęła się przez drzwi sypialni i zbiegła w dół po schodach. W korytarzu narzuciła płaszcz i chwyciła szal, który owinęła wokół głowy. Ostrożnie otworzyła drzwi na dwór i wyszła w mroźną zimową noc.
Było pięknie. Niemal magicznie, pomyślała i spojrzała w niebo na płonącą zorzę polarną, która szumiała ponad jej głową. Nie tracąc czasu, ruszyła do stodoły.
Ciarki jej przebiegły po grzbiecie, kiedy weszła do środka i zobaczyła trumnę. Mimo to nie zawahała się. Wolno podeszła do zmarłego i rzuciła się przed nim na kolana, jedną rękę położyła na trumnie, a czoło oparła o zimne drewno.
– Sivert, tak bardzo cię kochałam – szepnęła. – Pewnie ci to już kiedyś mówiłam. Muszę się przyznać, że nie darzę twojego syna taką miłością, jak powinnam. Wiedziałeś o tym przez cały czas, ale i to potrafiłeś zrozumieć, wiem o tym. Wybacz mi wszystko, tak jak i ja dawno temu tobie wybaczyłam. Amen – dodała, nie bardzo wiedząc, dlaczego.
Podniosła się z kolan i stała tak przez krótką chwilę przy trumnie w mrocznej stodole, rozjaśnionej trochę przez zorzę polarną i gwiazdy, których światło przedzierało się przez szpary rozeschłych ścian i tańczyło na podłodze i sklepieniu. W tej chwili Mali po raz ostatni pożegnała się z teściem.
