A potem powoli wróciła do domu.

ROZDZIAŁ 2

Dzień pogrzebu wstał przy jaskrawo niebieskim niebie, na którym jaśniało zimowe słońce. Lodowaty wiatr ucichł, a drzewa ciężko chyliły się ku ziemi, jak gdyby sama natura chciała oddać Sivertowi ostatni hołd, nasunęło się Mali, kiedy ubierając się, wyjrzała przez okno.

Wyjęła suknię ślubną. Wydało jej się dziwne, że miałaby ją jeszcze nosić, bo przecież została uszyta na wyjątkową uroczystość. Wprawdzie nie na tę dzisiejszą, pomyślała Mali, ale w jej przypadku pasowałaby tak samo dobrze na pogrzeb, jak i na ślub. Żaden z tych dwóch dni nie był szczęśliwszy.

Blade słońce złociło wysokie góry, które wydawały się sięgać nieba. Nad czarnym fiordem unosiły się mgły niczym beznogie elfy. To w takie dni Sivert zwykł często stawać rankiem na progu i patrzeć w dal, nabijając fajkę.

– Nie ma piękniejszego miejsca na ziemi – mawiał, mrużąc oczy od ostrego światła. – Zwłaszcza przy takiej pogodzie.

Nie mylił się.

W ciągu ostatnich dni przed pogrzebem przysłano mnóstwo wieńców. Większość została zamówiona w kwiaciarni w 0ra, ale niektórzy poprosili Ruth Lia z Kvannes o przygotowanie ładnej kompozycji. Mali również złożyła u niej zamówienie. Długo rozmawiała z Ruth, tłumaczyła, jak wieniec ma wyglądać. O tej porze roku nie było kwiatów, wieńce pleciono więc z wiecznie zielonych roślin i z gałązek świerku, przyozdobionych kwiatami z krepiny, które Ruth robiła sama. Beret nie podobał się ich wieniec, kiedy go dostarczono do Stornes.

– Wygląda, jakbyśmy żałowali pieniędzy, by ofiarować Sivertowi na ostatnią drogę coś porządnego – skomentowała uszczypliwie, spoglądając na skromny wieniec.



16 из 167