
Podobnie jak Margrethe uczyniło kilku innych gości. Nikt nie oczekiwał od starych, schorowanych ludzi, że pojadą na cmentarz w taką pogodę, tak więc do powrotu pozostałych żałobników zostali w Stornes. Zawsze jednak ktoś z zaproszonej rodziny reprezentował ją w kondukcie żałobnym i na cmentarzu.
Przy stołach toczyły się ciche rozmowy. Mali bolała ręka od ściskania dłoni przybyłym gościom; nie udało jej się zliczyć, ilu ich powitała dziś rano. Składając kondolencje, mówili o tym, jakim wstrząsem był dla nich ten straszny wypadek, jak zacnym człowiekiem był Sivert i że każdy powinien brać z niego przykład, jak ktoś się wyraził.
Goście z Gjelstad przybyli w komplecie, zarówno Ruth i Oddleiv, jak i ich trzej synowie. Havard objął Mali i serdecznie przytulił.
– Straciłaś w Sivercie dobrego przyjaciela – rzekł wzruszony i poklepał ją po policzku.
Mali przytaknęła w milczeniu, gdyż nie mogła wydobyć głosu, zdziwiona jednak, skąd Havard wie, że miała w Sivercie sprzymierzeńca. Po chwili rozejrzała się pośpiesznie, żeby zobaczyć, gdzie jest Johan. Po ostatniej scenie zazdrości, jaką jej urządził na przyjęciu bożonarodzeniowym w Gjelstad ponad rok temu, Mali starała się trzymać z dala od Havarda, kiedy się spotykali z okazji różnych uroczystości. Chłopak, widząc jej zakłopotanie, spytał wprost, co się stało, że się do niego nie odzywa. Mali zaczerwieniła się i wyznała, że Johanowi nie podoba się, gdy widzi ich razem. Na szczęście teraz nie było męża w pobliżu.
– Czy jest aż tak źle, że nawet nie możemy ze sobą rozmawiać? – dopytywał się Havard, gdy zauważył, że Mali rozgląda się nerwowo.
– Nie, rozmawiać… – odparła zakłopotana i poczuła, że palą ją policzki. – Ale wiesz…
