
Po pogrzebie późnym popołudniem do Stornes zajechało wielu skostniałych z zimna ludzi. Mali czuła, że przemarzła do szpiku kości. Pierwsza wpadła do salonu, żeby sprawdzić, czy wszystko zostało przygotowane, jak należy, czy stoły są porządnie nakryte, zupa gotowa, ciasta naszykowa-ne na talerzach w chłodni, a kawa nastawiona. Ane i Ingeborg oraz dwie inne służące, wynajęte dodatkowo na tę okazję, uwijały się jak w ukropie, a ich policzki były czerwone jak ogień. Mali nie znalazła nic, co mogłaby poprawić.
– Dobra robota – powiedziała, zwracając się przede wszystkim do Ane i Ingeborg, ponieważ im zleciła odpowiedzialność za przygotowania do stypy. – Nawet Beret nie miałaby czego skrytykować. Dziękuję wam wszystkim. Na razie – dodała, bo dobrze zdawała sobie sprawę, że do końca dnia jeszcze daleko.
– Ale ty wyglądasz na całkiem przemarzniętą – zauważyła Ane i dotknęła jej lodowatych rąk. – Napij się przed obiadem gorącej kawy. Rozgrzejesz się.
Mali pokręciła przecząco głową, kiedy Ane podeszła do niej z filiżanką gorącego napoju.
– Nie teraz – rzuciła tylko. – Może później.
Po chwili pojawiła się w drzwiach, żeby witać przybyłych i wskazywać im miejsca przy stole. Duże miski z gorącą zupą już stały, a goście nie czekali na zaproszenie. Po ciszy, która towarzyszyła porannej ceremonii, nie pozostało ani śladu. Teraz wszyscy mówili jeden przez drugiego, jak gdyby chcieli jak najwięcej powiedzieć i jak gdyby uznali, że już wystarczająco długo oddawali zmarłemu należną mu cześć.
Mali stała z boku i przyglądała się im z pewnego rodzaju gorzkim zdumieniem. Jak mogą się tak zachowywać? Rozumiała, że ludzie dawno nie mieli nic w ustach, że są zmarznięci i głodni. Ale czy nie mogliby jeść w ciszy i z większą godnością?
