Cicho wymknęła się z salonu i wyszła przed dom. Czuła, że potrzebuje kilku minut samotności, zanim wróci na przyjęcie i do towarzyszącego mu gwaru.

Norweską flagę wciągnięto na sam szczyt na znak, że Sivert spoczywa już w ziemi. Zimny wiatr zadął znad gór Stortind i zatrzepotał flagą. Mali przyglądała się temu bezwiednie, kiedy usłyszała za sobą, że ktoś otwiera drzwi. To gospodarz z Gjelstad, najwidoczniej wraca zza węgła po opróżnieniu pęcherza. Pewnie nawet mu nie przyszło do głowy, żeby w taki mróz pędzić do wychodka, pomyślała pogardliwie.

– A więc tu jesteś, kobieto, taka blada na dzióbku – odezwał się i spojrzał na nią szklistym wzrokiem.

Mali domyśliła się, że często pokrzepiał się, sięgając do tylnej kieszeni, nie tylko w drodze z cmentarza, ale i przed pogrzebem. Nawet w taki dzień nie mógł się powstrzymać od picia.

– No tak, Sivert był porządnym człowiekiem – dodał. -Nikt nie może o nim powiedzieć złego słowa. Ale dziwi mnie, że tak się smucisz z powodu śmierci teścia, może nawet bardziej, niż gdyby to twój stary podzielił jego los – zauważył zjadliwie, mrugając porozumiewawczo.

– Co ty możesz o tym wiedzieć! – rzuciła nagle Mali. -Co ci się roi w tej głowie, że mówisz coś takiego?

– Myślę swoje – odparł, a przez jego twarz przemknął pogardliwy uśmieszek. – A czy nie mam racji?

– Powiedziałeś przed chwilą, że Sivert był porządnym człowiekiem – zauważyła Mali. – Sądzę, że nikt nie będzie mógł powiedzieć tego o tobie, gdy wybije twoja godzina, Oddleivie Gjelstad!

W odpowiedzi uśmiechnął się szeroko, a jego wzrok mógłby zabić.

– Ale mogę się domyślić, co będą mówić o tobie, Mali Stornes, tego dnia, gdy wybije twoja godzina – syknął szeptem.

Mali poczuła, jak dawny strach chwyta ją za gardło. Te jego niedopowiedzenia, ta niepewność, co miał na myśli. I co wiedział. Przede wszystkim, co wiedział.



22 из 167