
– O to niech cię głowa nie boli – rzekła zimno. – Tego dnia już dawno będziesz martwy.
Po tych słowach odwróciła się gwałtownie i mocno zamknęła za sobą drzwi. Za mocno, pomyślała, w taki dzień nie trzaska się drzwiami.
Zrobiło się późno, zanim Mali tego wieczoru mogła pójść na górę się położyć. Musiała zapakować jedzenie, które zostało, żeby nic się nie zmarnowało. Nigdy nie wolno marnować jedzenia. Mięso i dwa ciasta dała matce, żeby zabrała je ze sobą do Buvika, gdzie następnego dnia wyprawiała wesele córki i z tego powodu wcześnie wyjechała.
Eli i bracia Mali również przybyli na cmentarz, ale od razu wrócili do domu. Mali nie miała o to pretensji. Ktoś musi przecież przygotować przyjęcie weselne.
– Przyjedziecie jutro z Johanem? – spytała matka, kiedy stały przy wyjściu i ubierały się. – Może to nie wypada?
– Ja przyjadę – odparła Mali. – Ale nie wiem, co zrobi Johan. Jeszcze nie zdążyliśmy o tym porozmawiać.
– Ale jeśli on uzna, że nie powinnaś… – zaczęła ostrożnie matka.
– Moja siostra wychodzi za mąż, więc na pewno przyjadę – przerwała jej Mali spokojnie. – Być może nie zabawię do końca, ale będę. Wiem, że Sivert bardzo by tego chciał -dodała.
– Margrethe też nie będzie mogła zostać długo – powiedziała matka. – Jeszcze karmi, a nie ma odwagi zabierać bliźniąt w taki mróz. Przyjdzie tylko na parę godzin. Może będziesz mogła się zabrać z nią i z Bengtem? Oczywiście, jeżeli Johan nie przyjedzie z tobą – dodała szybko.
– Zobaczymy jutro – odparła Mali.
Johan poszedł na górę wcześniej. Leżał już w łóżku, kiedy Mali przyszła do sypialni na poddaszu. Była tak zmęczona, że czuła ból w całym ciele. Podeszła do okna i wyjrzała na dwór. Jej wzrok powędrował ku stodole, która teraz stała pusta. Sivert pożegnał swoje gospodarstwo na zawsze, pomyślała.
