
– Co tak późno? – spytał Johan i uniósł się na łokciu.
– Było dużo do zrobienia – odparła krótko i zdjęła suknię przez głowę.
– A po co masz służbę? – nie poddawał się. – Zapłaciłem dodatkowo za dwie dziewczyny do pomocy. Mogłaś im zostawić całą robotę.
– Teraz jednak ja za wszystko odpowiadam – odpowiedziała.
Wyjęła spinki z włosów, znalazła grzebień i zaczęła rozczesywać złociste kosmyki. Potem odłożyła grzebień i czubkami palców masowała skórę głowy. W skroniach łomotał nieznośny ból. Odrzuciła włosy do tyłu i podeszła do łóżka po koszulę.
– Nie wiem, czy o tym myślałeś, ale Eli wychodzi jutro za mąż – zaczęła, odwrócona do Johana plecami. – Pojedziesz ze mną do Buvika?
– Nie zamierzasz chyba iść na wesele dzień po tym, jak ojciec został złożony do grobu?
Poczuła na sobie jego spojrzenie.
– To nie wypada – dodał.
Nie wypada tak samo jak wzięcie jej siłą w dniu śmierci Siverta, pomyślała ze złością, ale nie powiedziała tego na głos.
– Gdyby to było wesele kogoś innego, nie poszłabym – rzekła. – Ale to moja siostra bierze ślub. Nie wydaje mi się, bym uczyniła coś złego, gdybym tam poszła na krótko. Życie musi się toczyć dalej. I nie sądzę, by twój ojciec miał coś przeciwko temu – dodała. – Zawsze patrzył na wszystko realnie i nie pamiętam, by kiedykolwiek zrobił coś dla ludzkiej opinii. Robił to, co sam uważał za słuszne.
Przez chwilę Johan leżał w milczeniu, obserwując w półmroku, jak Mali zdejmuje bieliznę i wkłada koszulę.
– Jeżeli przyjdziesz tu do mnie na chwilę, to może pojadę z tobą jutro – odezwał się nagle.
– Co powiedziałeś? – spytała tak cicho, że ledwie ją było słychać. – Myślisz, że jedna przysługa jest warta drugiej? Chyba nie wiesz, co mówisz!
Szybko wślizgnęła się do swojego łóżka i nakryła kołdrą aż na głowę, trzęsąc się i szczękając zębami ze złości.
– Chcę, żebyś tu do mnie przyszła – powtórzył Johan stanowczo.
