
– Nie – odpowiedziała Mali zimno. – Będziesz musiał tu przyjść i mnie wynieść, a nie uda ci się tego zrobić bezszelestnie, obiecuję ci. Jeżeli zatem nie masz za grosz respektu dla swojego ojca i chcesz wszcząć alarm w całym domu w dniu jego pogrzebu, to chodź tutaj. Tylko najpierw dobrze się zastanów – dodała. – Dobrze się zastanów, Johanie Stornes.
Johan syknął ze złości. Na moment Mali zmartwiała ze strachu, że wstaje, żeby ją wynieść z łóżka, ale po chwili zrobiło się cicho.
– Jesteś piekielną babą, Mali – rzekł. – Myślisz, że możesz rządzić wszystkimi i decydować o wszystkim, jak ci się żywnie spodoba. Ale zapamiętaj sobie: od dziś to ja i tylko ja jestem panem w tym domu. Od tej pory będzie tak, jak ja chcę, rozumiesz?
Mali nie odpowiedziała. Przytuliła się do Małego Siver-ta i wciągnęła zapach swego śpiącego dziecka. Podkradła nieco jego ciepła dla swoich zimnych jak lód, zesztywnia-łych członków.
Tak, dobrze zdawała sobie sprawę, że od tej pory jest tylko jeden pan w Stornes. Nie dwóch, jak było przez ostatnie pięć lat, odkąd tu mieszka. Lepszego z nich odprowadziła dziś do grobu.
ROZDZIAŁ 3
Kwiecień przyszedł wraz ze słońcem i bezchmurnym niebem, czysty niczym cud po długiej, mrocznej zimie. Kapało i ciekło z porośniętych mchem dachów, a jeśli ktoś nie uważał, mógł oberwać w głowę spadającymi płatami śniegu. Znowu okresowe strumyki z szumem rzeźbiły skalne zbocza i pluskały pod grubą warstwą śnieżnej pokrywy, która zaczynała pękać. Słońce przygrzewało przez szyby, a w podwiędłe kwiaty w oknach salonu wstępowało nowe życie.
Wydawało się, jakby wszystko stawało się prostsze wraz ze słońcem i ciepłem. Mali nuciła pod nosem, kiedy zbierała z łóżek koszule nocne, prześcieradła, ręczniki i bieliznę na wielkie pranie i bielenie. Skóry i narzuty służba wyniosła na dwór i rozwiesiła na sznurach; przy trzepaniu wypadało z nich niemało rozmaitego stworzenia. Mali od samego widoku swędziało całe ciało. Dom wymyto od podłogi po dach. Okna, które zaklinowały się podczas mroźnej zimy, ostrożnie wyważono i wpuszczono świeże powietrze. Tak jakby wywietrzono całe zło, które narosło zimą, i wpuszczono nową nadzieję na lepsze czasy.
