
Przeważnie spotykała się z opinią, że nowe prawo pozbawione jest krzty rozsądku, że może doprowadzić do tego, że dziewki służące i „wolne ptaki" zaczną nadciągać z tłumoczkami na ręku, twierdząc, że ojcem niemowlęcia jest dziedzic lub bogaty ziemianin. W ten sposób zapewnią byt sobie i swemu potworkowi, i jeżeli gospodarz nie będzie miał odpowiednich atutów w ręku, to znajdzie się w opałach. Nikt nie wspominał o drugiej ewentualności: kiedy kobieta zostaje z nieślubnym dzieckiem. Nikomu nawet przez myśl nie przeszło, że szanującej się kobiecie może się przydarzyć taki wypadek.
Mali nigdy nie włączała się do dyskusji, ale godzinami czytała nocą w gazetach na ten temat. Nagle uświadomiła sobie, że gdyby zabrała ze sobą Małego Siverta i odszukała Jo, jej syn nie straci prawa do Stornes, lecz odziedziczy posiadłość, gdy przyjdzie na to czas. Wtedy niczego mu nie zabraknie. Ta myśl przez długi czas nie dawała jej spokoju. Tęsknota za Jo ożyła z nową siłą, a marzenie o tym, by zamieszkać z jedynym mężczyzną, którego kiedykolwiek kochała, stało się bliskie i realne. Ale Mali szybko wrócił rozsądek. Taka decyzja wywołałaby nie mniejszy skandal, niż gdyby odeszła z Jo tamtego lata, kiedy pracował u nich w Stornes. Możliwe, że tym razem spowodowałaby jeszcze większe zgorszenie. Poza tym, czy mogła być pewna, że Jo przyjmie ją i Małego Siverta z otwartymi ramionami?
Kiedyś nie miała żadnych wątpliwości, że mogłoby się stać inaczej. Poza tym Jo obiecał przecież, gdy wyjeżdżał, że zawsze będzie na nią czekał, gdyby któregoś dnia zmieniła zdanie. Jednak jego siostra twierdziła coś zupełnie innego, rozmyślała Mali. Według niej Jo mieszkał teraz z inną kobietą, być może miał również dziecko.
