Wreszcie, jak sądziła, załatwiła wszystko, co było do załatwienia: zadzwoniła po Marię, stolarza i Nikolaia, zawiadomiła gospodarzy w innych dużych dworach, tych z Buvika i tych z Gjelstad. Ci, których nie zawiadomiła, dowiedzą się od innych. Tak to zwykle bywa – plotka rozchodzi się niczym ogień wśród suchej trawy.

Kiedy Mali wróciła do salonu, podeszła do Małego Siverta i powiedziała, że oboje muszą pójść na chwilę do sypialni na poddaszu. Chłopczyk protestował ze wszystkich sił, myśląc, że mama chce go położyć spać w środku dnia, a nie miał na to najmniejszej ochoty.

– Chcę tylko z tobą porozmawiać – obiecała Mali. – Jednak nikt inny nie może nas słyszeć i dlatego na trochę pójdziemy na górę, tylko ty i ja.

Rzuciła szybkie spojrzenie na sypialnię Beret i Siverta, kiedy ją mijali. Słyszała wcześniej, jak sanie podjeżdżały pod dom babci, i zrozumiała, że Sivert został już wniesiony na górę i położony do swojego łóżka. Ostatni raz, pomyślała i przełknęła łzy, które cisnęły się do oczu. Musi być silna, żeby ułatwić Małemu Sivertowi przyjęcie złych wiadomości. Podejrzewała bowiem, że chłopiec będzie zrozpaczony, gdyż jego kontakty z dziadkiem były bliskie i serdeczne. Mały Sivert posiadał niezwykłą zdolność przełamywania dystansu, wprost zarażał swoją radością, nikt nie potrafił się oprzeć jego urokowi. Nawet Beret, pomyślała Mali, to mówiło samo za siebie.

Usiadła na krześle przy oknie i wzięła syna na kolana. Przytuliła go mocno, przycisnęła jego główkę do piersi i pomyślała o Jo. Zapragnęła, by był tu razem z nimi, trzymał oboje w objęciach, pomógł ukoić nieco smutek i ból. Wiedziała, że łatwiej byłoby jej znieść śmierć teścia, gdyby mogła trzymać za rękę ukochanego. Wszystko wydawałoby się prostsze, pomyślała. Ale i tego dnia musiała radzić sobie bez Jo. Zawsze tak będzie, ramiona Jo nie są już dla niej. Miał inną…



7 из 167