– Słucham?

– Czyż nie potrzebujesz wspólnika na jakiś czas? Patrzyła na niego ze zdumieniem i uśmiech na jego twarzy z każdą chwilą stawał się szerszy.

– Zamknij usta, bo wyłapiesz wszystkie muchy. I nie rób takiej miny, ja przecież proszę jedynie o pracę.

– Prosisz o pracę?

– Na pewien czas. Potrzebuję jej – odparł z westchnieniem, jakby miał do czynienia z kimś, kto nie wydaje się zbyt rozgarnięty.

– Możesz mi to wyjaśnić? – zapytała, nie mogąc ochłonąć ze zdumienia.

– Mogę. – Jego twarz nagle spoważniała. – Emily, Anna mnie potrzebuje, ale, niestety, odrzuca moją pomoc. Niezależnie od wyniku badań, muszę tu zostać przez jakiś czas. Dzięki, że tak szybko te badania zorganizowałaś. Dzwonili z mammografii w Blairglen jakąś godzinę temu. Przyjmą Annę jutro o wpół do jedenastej. W tej sytuacji obawiam się, że nie będę mógł podjąć pracy wcześniej niż za dwa dni.

– Nie będziesz mógł podjąć pracy…

– Em, Anna nie chce, żebym był przy niej – ciągnął cierpliwie. – Kevin, były mąż Anny, traktował moją siostrę jak szmatę. Od początku wiedziałem, że to drań. Niestety, byłem na tyle nierozsądny, że głośno to powiedziałem, no i skutki tego ponoszę do dziś. Anna odsunęła się ode mnie, kiedy była z nim, i zapewne wytrzymała w tym związku tak długo tylko dlatego, aby udowodnić, że nie miałem racji. Teraz jestem jej potrzebny jak chyba nigdy dotąd, chociaż nie chce się do tego przyznać.

– Jest bardzo dumna.

– Przeklęta duma – burknął. – Musimy odbudować łączące nas niegdyś więzi, a to nie stanie się z dnia na dzień.

Skinęła głową i zapytała:

– Masz jakąś inną rodzinę?

– Nie. Jest nas tylko dwoje: Anna i ja. I to jest pewnie przyczyna wszystkiego. Po śmierci ojca stałem się nad-opiekuńczy. Anna buntowała się i ten żałosny związek był tego rezultatem.

– Nie możesz się obwiniać o wszystko.



14 из 109