– Co się stało dziecku? – zapytał, nie mogąc oderwać oczu od wzruszającej scenki.

Słuchał opowieści Lori i jednocześnie obserwował Emily, gdy odwijała bandaże, by sprawdzić, jak goją się rany.

– No i jak? – rzuciła ze złością, gdy uporała się ze zmianą opatrunków.

– Słucham?

– Gapiłeś się na mnie przez dobre dziesięć minut. Sądzę, że widziałeś już, jak opatruje się oparzenia.

– Widziałem, owszem, nawet wiele razy. – Uśmiechnął się i Emily poczuła, jak mija jej złość. – Sądząc po wyglądzie tych oparzeń, chłopczyk powinien przebywać w szpitalu.

– Chyba tak. Czekają go kolejne przeszczepy – przyznała, tuląc do siebie malca z taką czułością, z jaką matka tuli własne dziecko. – Jednak ciągły pobyt w szpitalu z pewnością źle odbiłby się na jego psychice, a tego nie mogłabym znieść.

– I Lori jest dobrą opiekunką?

– Znakomitą – zapewniła gorąco, patrząc na przyjaciółkę znad jasnej główki dziecka. – Mamy tu wiele wspaniałych opiekunek, ale Lori jest absolutnie najlepsza.

– Miło mi to słyszeć. Namówiłem właśnie Lori, aby zajęła się dziećmi Anny, na razie przez kilka godzin dziennie. Jeśli jednak Anna będzie musiała poddać się operacji, dzieciaki będą musiały tu zostać przez jakiś czas.

Emily zmarszczyła brwi.

– Czy to możliwe, Lori?

– Owszem – odparła Lori. – Jakoś to pogodzimy. Jonas chce powiedzieć siostrze coś konkretnego dziś wieczorem. Ona musi być pewna, że bez względu na to, co się zdarzy, jej dzieci będą bezpieczne.

– Anna powtarza, że jeśli operacja miałaby okazać się konieczna, to nie znajdzie nikogo, kto zająłby się dziećmi, i że w tej sytuacji poddawanie się badaniom nie ma sensu.

– Nie sądzisz więc, że najlepiej by było, gdybyś ją zapewnił, że sam się nimi zajmiesz?



18 из 109