– Nawet gdyby Anna się na to zgodziła, to nie sądzę, żebym się do tego nadawał – powiedział z rozbrajającą szczerością. – Dzieciaki mają cztery, sześć i osiem lat, a ja jestem typowym starym kawalerem i moje umiejętności wychowawcze są bliskie zera. Lepiej będzie, kiedy będę pracował i płacił Lori za opiekę.

– Tchórz! Zaśmiał się.

– Lepiej być tchórzem niż martwym lwem. – Nagle umilkł, widząc, że Robby, wtulony w ramiona opiekunki, słodko zasnął.

Emily trzymała malca w objęciach i czuła, jak ogarnia ją tak dobrze znane jej pragnienie, by zatrzymać go na zawsze. To pragnienie opanowało ją nagle tamtego wieczoru, gdy zginęli rodzice Robby'ego, i od tamtej pory nie opuściło.

– Em, znasz Lori i potrafisz rozmawiać z Anną. Mam pomysł. – Zerknął na zegarek. – Jadłaś już coś?

Chyba żartuje. Kiedy to ona jadła kolację przed dziewiątą?

– Nie – odrzekła krótko.

– W takim razie może zjemy coś razem, a potem pojedziemy do pacjenta? Mam zamiar przekupić cię rybą i frytkami na plaży.

– Rybą i frytkami…

– Chyba jadasz rybę i frytki? – Jego pełen rezygnacji ton ponownie miał jej dać do zrozumienia, że nie uważa jej za zbyt rozgarniętą i Emily zachichotała. Doskonale. W pełni na to zasłużyła.

– Oczywiście – odparła. – Spróbuj w Bay Beach znaleźć kogoś, kto tego nie jada! A poza tym jestem w tej chwili tak głodna, że mogłabym zjeść nawet papier, w który to będzie zawinięte. Ale jaką wizytę domową miałeś na myśli?

– Wizytę u mojej siostry.

– Po co mamy tam iść?

– Upewnić ją, że Lori jest osobą wyjątkowo kompetentną. Ona mi nie wierzy. Trzy dni trwało, zanim zdołałem ją namówić, żeby dziś rano zostawiła tu dzieci na dwie godziny. Teraz pracuję nad tym, żeby zostawiła je tu ponownie jutro, a następnie nad ewentualnością pozostawienia ich na dłużej. Mogłabyś pomóc.

– Dlaczego przypuszczasz, że będzie wierzyć bardziej mnie niż tobie?



19 из 109