
– To widać. – Zabrzmiało to jak komplement i Emily zaczerwieniła się.
– Nie miałam na myśli…
– Wiem – powiedział miękko. – Gdyby było inaczej, nie powiedziałbym tego. Patrzyła na niego przez dłuższą chwilę. Leżał wyciągnięty na piasku i popijał wodę sodową. Jego dłoń wciąż spoczywała na jej ręce i chociaż jego myśli i wzrok błądziły gdzieś daleko, musiała przyznać, że nigdy nie czuła się mniej samotnie. Dobrze jej było przy nim, ale obawiała się, że to, co się w niej tliło, wkrótce może się przerodzić w coś głębszego. Ten mężczyzna zostaje tu tylko na miesiąc, powtarzała sobie. Wkrótce odejdzie i wszystko znowu będzie jak dawniej.
– Dlaczego zdecydowałaś się na praktykę w Bay Beach? – zapytał Jonas i Emily zaniepokoiła się. Czyżby znowu czytał w jej myślach?
– To było dla mnie oczywiste.
– Czy ze względu na dziadka i Charliego?
– Tak, ale również dlatego, że kocham Bay Beach.
– Chyba nie powiesz, że kwitnie tu życie towarzyskie?
– Nie, ale to dla mnie nie problem. – Uśmiechnęła się szeroko. – Jako jedyny lekarz w miasteczku nie mam czasu na życie towarzyskie.
– Ale teraz, kiedy tu jestem, wreszcie będziesz go trochę miała.
– Może więc powinnam się rozejrzeć za jakimś chłopakiem, powiedzmy na miesiąc – rzuciła lekko. – Po miesiącu znowu będę jedynym lekarzem i wszystko wróci do normy. – W jej głosie nieoczekiwanie pojawiła się nuta goryczy.
– Żałujesz?
– Nie. – Pokręciła gwałtownie głową. – Nie żałuję. Jedynie czasem…
– Tak jak dzisiaj?
– Tak jak dzisiaj – przyznała. – Proponowałam Clair Fraine, by zgłosiła się do szpitala w Blairglen na dwa tygodnie przed planowanym porodem. Odmówiła, twierdząc, że to nie ma sensu, skoro jej dzieci nigdy nie spieszyły się z przyjściem na świat.
