
– Chirurgiem jestem przez cały czas – odparł. – Bratem Anny Lunn jedynie wtedy, kiedy mi na to pozwala. – Roześmiał się z goryczą. – Ale moje problemy nie są w tej chwili najważniejsze. Zapewniam, że może mi pani powierzyć pacjentów. Pożegnamy Charliego, a potem napijemy się kawy lub herbaty. Chodzi tylko o to…
– Tak? Zawahał się.
– Długo trwało, zanim zdołałem namówić siostrę na tę wizytę. Musieliśmy zostawić jej dzieci w pogotowiu opiekuńczym przy domu dziecka w Bay Beach. Jeśli teraz stąd odejdzie, to z pewnością już tu nie wróci. Czy zgodzi się pani ją przyjąć?
– Naturalnie.
– Oczywiście pod warunkiem, że ja zajmę się pozostałymi pacjentami.
– To nie jest konieczne.
– Jest.
Przez chwilę przyglądał się jej z zatroskaniem i Emily poczuła się nieswojo. Zawsze była blada i, na skutek ciągłego jedzenia w biegu i rezygnowania z wielu posiłków, bardzo szczupła, a splecione w warkocz długie, ciemne włosy i pociągła twarz o wystających kościach policzkowych jeszcze bardziej tę szczupłość podkreślały. Jednak teraz głębokie cienie pod oczami nadawały jej twarzy chorobliwy wygląd. Tak, z pewnością zauważył, jak bardzo jest wyczerpana.
– Czy nikt pani nie pomaga? – zapytał, jakby dla potwierdzenia jej przypuszczeń.
Emily rozłożyła ręce w wymownym geście.
– Do licha, dlaczego? Przecież Bay Beach to wystarczająco duża miejscowość nie tylko dla dwóch, ale nawet dla trzech lekarzy…
– Ja tu się urodziłam i kocham to miejsce – odparła. – Jednak w Australii jest wiele uroczych nadmorskich miejscowości, i do tego niezbyt odległych od wielkich miast, lekarze mają więc w czym wybierać. Chcą chodzić do restauracji i posyłać dzieci do prywatnych szkół i dobrych uczelni. Od dwóch lat, kiedy mój ostatni partner odszedł, bez przerwy się ogłaszamy, ale bez rezultatu.
– A wiec jest pani sama?
