
– Niestety.
– Cholera!
– Nie jest tak źle. – Przesunęła ręką po włosach i westchnęła, patrząc ze smutkiem na Charliego. – Tylko czasem… Jakie to szczęście, że był pan przy tym. Przynajmniej wiem, że nie można było zrobić nic więcej.
– Nie można było – potwierdził, podążając za jej wzrokiem.
– Przyszedł na niego czas – powiedziała miękko.
– Tak jak na panią, żeby trochę odpocząć.
– Nie ma mowy, doktorze Lunn, a może powinnam była powiedzieć, panie Lunn?
– Może być Jonas.
Jonas… Ładne imię, pomyślała.
– Zgoda, Jonas – powiedziała, widząc, że samochód zakładu pogrzebowego zatrzymuje się przed ośrodkiem. – Pożegnamy Charliego, a później zacznę przyjmować.
– Chyba słyszałaś, co powiedziałem – mruknął. -Przyjmiesz moją siostrę, a potem ja cię zastąpię.
Pokusa była silna. Miała dwóch pacjentów na oddziale szpitalnym i powinna ich odwiedzić. Jeśli się zgodzi, by doktor Lunn ją zastąpił, będzie mogła do nich pójść, zjeść śniadanie razem z lunchem i być może nawet trochę się przespać przed popołudniowym dyżurem.
– Zgódź się – powtórzył i Emily musiała przyznać, że jej opór słabł. – Mam pełne kwalifikacje – dodał. -Błyskawiczny telefon do kliniki w Sydney może to potwierdzić.
– No dobrze – przyznała w końcu. – Ale najpierw zbadam twoją siostrę.
Pół godziny później Emily ponownie siedziała za biurkiem. Miejsce po drugiej stronie zajmowała Anna Lunn, blada i milcząca. Jonas trzymał ją za rękę, jakby w ten sposób chciał jej dodać odwagi.
– Nie mam pojęcia, co się z nią dzieje – zaczaj. -Anna nie wtajemnicza mnie w swoje sprawy. Nasze drogi właściwie dawno się rozeszły i Anna nigdy nie chciała mojej pomocy, chociaż wychowywanie dzieci musi być dla niej zadaniem ponad siły. Ale ostatnio… Kiedy parę tygodni temu ją odwiedziłem, coś mnie zaniepokoiło. Anna, oczywiście, nie chciała mi nic powiedzieć, jednak znam ją na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że coś jej dolega. Po powrocie do Sydney bez przerwy do niej dzwoniłem i zadręczałem pytaniami. W końcu skłoniłem ją, żeby zapisała się na wizytę.
