– Anno? – zwróciła się Emily do siedzącej przed nią kobiety.

Podobnie jak brat Anna miała ognistorude włosy, ale na tym ich podobieństwo się kończyło. Młodsza od brata o parę lat, sprawiała wrażenie znacznie od niego starszej. Krótkie, niestarannie ostrzyżone włosy, worki pod oczami i malujący się na twarzy wyraz rezygnacji sprawiały, że wyglądała, jakby życie nie szczędziło jej ciężkich doświadczeń, i jakby tego ostatniego nie była już w stanie udźwignąć.

– T…tak? – Jej głos zabrzmiał jak szept, ale słychać w nim było śmiertelne przerażenie.

– Czy chciałabyś porozmawiać ze mną sam na sam?

– Wyjdę, jeśli chcesz. – Jonas zrobił ruch, jakby chciał wstać, ale ręka Anny wysunęła się nagle i zatrzymała go. – Chcę ci pomóc, Anno. Obydwoje tego chcemy – rzekł. – Ale musisz nam powiedzieć, co się dzieje.

Anna odetchnęła głęboko i podniosła głowę. W jej oczach, jak w oczach królika, który nagle znalazł się w świetle samochodowych reflektorów, czaił się strach.

– Powiedz nam, Anno – powtórzyła Emily i Anna zadrżała.

– Ja… nie wiem, czy dam sobie z tym radę. Moje dzieci…

– Po prostu powiedz nam.

– Mam guzek w piersi. Boję się, że to rak. Guzek był wielkości ziarenka grochu i lekko przesuwał się pod dotykiem palców.

– Jak dawno to zauważyłaś? – zapytała Emily, dokładnie badając pierś. Poza tym jednym guzkiem nic nie stwierdziła.

– Cz…cztery tygodnie temu.

– To doskonale – powiedziała Emily. – Guzek jest bardzo mały i dobrze, że tak wcześnie się z tym zgłosiłaś.

– Wcześnie?

– Niektóre kobiety zwlekają z poddaniem się badaniu rok, a nawet więcej. Nie masz pojęcia, jakie mogą być tego konsekwencje. Na szczęście ty okazałaś więcej rozsądku. Guzek jest mały, o średnicy nie większej, jak sądzę, niż centymetr.

– A więc to rak? – zapytała drżącym głosem Anna.



7 из 109