Ale Wednesday, co bardzo sobie cenił, nie była osobą, która wdawała się w utarczki słowne. W strapieniu zaciskała wargi, próbując znaleźć uprzejmą, godną dobrej pracownicy odpowiedź. Miała tylko jedno wyjście i za chwilę będzie musiała się na to zdecydować.

Podjęła decyzję.

— Czy w czymś by to pomogło… — zaczęła i zaraz urwała. Nabrała głęboko powietrza. — Czy to by pomogło, gdybym podała przyczyny tych urlopów?

— O, tak — przytaknął gorąco. — Z całą pewnością, panno Gresham. W ten sposób ja, jako kierownik biura, mogę działać na podstawie faktów, a nie poszlak. Chętnie wysłucham tych przyczyn, przekonam się, czy są rzeczywiście ważne i zobaczymy, czy potrafią one — wraz z pani przydatnością jako sekretarki — zrównoważyć niewątpliwy bałagan, jaki powodują w codziennym funkcjonowaniu firmy Slaughter, Stark i Slingsby.

— M-m-m. — Wyglądała na zmartwioną i niezdecydowaną. — Chciałabym się chwilę zastanowić, jeśli można.

Fabian wspaniałomyślnie machnął widelcem z nabitym kawałkiem kalafiora.

— Ma pani czas do końca świata! Proszę to dokładnie przemyśleć. Niech mi pani nie mówi nic, o czym nie jest do końca przekonana. Oczywiście cokolwiek pani powie, będzie, o czym powinienem panią od początku stanowczo zapewnić, całkowicie poufne. Będę to traktował jako wypowiedzi oficjalne, panno Gresham, a nie osobiste. Ale myślenie nie powinno pani przeszkadzać w jedzeniu surówki. Bo wystygnie — zażartował z szerokim, typowo dyrektorskim uśmiechem.

Odpowiedziała niewyraźnym uśmiechem, który przeszedł w westchnienie, i zaczęła gmerać widelcem w talerzu bez specjalnego apetytu, myśląc zupełnie o czym innym.

— Widzi pan — zaczęła nagle, jak gdyby znalazła dobry punkt wyjścia — zdarzają mi się rzeczy, które nie zdarzają się innym ludziom.

— To, powiedziałbym, jest dosyć oczywiste.



6 из 22