— To nie są złe rzeczy. To znaczy takie, które, hm, w gazetach określono by jako złe. I nie jest to nic niebezpiecznego. To jest… takie bardziej fizyczne. Chodzi o to, co się czasem zdarza z moim ciałem.

Fabian skończył jeść, oparł się wygodnie i założył nogę na nogę. — Czy mogłaby pani podać więcej… szczegółów? Chyba że… — nagle straszna myśl przyszła mu do głowy — chyba że są to rzeczy, które określa się jako, ee, jako kobiece przypadłości. W takim razie oczywiście…

Tym razem nawet się nie zaczerwieniła.

— Och, nie. Wcale nie. W każdym razie w bardzo niewielkim stopniu. To… coś innego. Na przykład mój wyrostek robaczkowy. Co roku muszę się poddawać operacji wyrostka.

— Wyrostka? — Jego umysł pracował usilnie. — Co roku? Ależ ludzie mają tylko jeden wyrostek. I nigdy nie odrasta po usunięciu.

— Mój jest inny. Co roku dziesiątego kwietnia dostaję zapalenia wyrostka i muszę dać się zoperować. Właśnie dlatego biorę wtedy urlop. No i jeszcze moje zęby. Co pięć lat tracę wszystkie zęby. Zaczynają wypadać mniej więcej w tym czasie co teraz, więc noszę sztuczną szczękę, którą zrobiono mi jeszcze w dzieciństwie. Używam jej, dopóki nie odrosną. Bo właśnie około połowy października wypada mi ostatni ząb i zaczynają wyrzynać się nowe. Kiedy rosną, nie mogę nosić sztucznej szczęki, więc przez pewien czas wyglądam trochę śmiesznie. Dlatego składam podanie o urlop. W połowie listopada nowe zęby już są wystarczająco duże i wracam do pracy.

Westchnęła głęboko i nieśmiało podniosła wzrok. Najwyraźniej to było wszystko, co miała do powiedzenia. Chyba, że coś ukrywała.

Roztrząsał to, co usłyszał, pochłaniając deser. Nie miał wątpliwości, że powiedziała prawdę. Dziewczyny takie jak Wednesday Gresham nie kłamią. W każdym razie nie w tak fantastyczny sposób. I nie swojemu szefowi.

— Hm — powiedział w końcu. — To rzeczywiście niezwykłe.

— Tak — zgodziła się. — Nie bardzo zwykłe.



7 из 22