— Może… — nabrała wreszcie tchu między jednym spazmem a drugim — m-może właśnie to jest odpowiedź. — Jaka odpowiedź? — spytał Fabian głośno, licząc na to, że rozmawiając przestanie płakać.

— No, to… że każdy, kto się urodził… Może… może ja się nie urodziłam. M-może mnie ktoś skon-skonstruował!!!

I dopiero teraz, jakby wcześniej się tylko rozgrzewała, wpadła w histerię. Fabian Balik w końcu uznał, że pozostało mu tylko jedno. Zapłacił rachunek, objął dziewczynę i na wpół wyniósł, na wpół wyprowadził ją z restauracji.

Podziałało. Uspokoiła się, gdy tylko owiało ją świeże powietrze. Oparła się o mur i już bez łez coraz wolniej trzęsła ramionami. W końcu pociągnęła nosem raz, drugi i chwiejnie odwróciła się w jego stronę. Jej twarz wyglądała, jakby ją ktoś dokładnie przetarł terpentyną.

— P-przepraszam — wyjąkała. — B-bardzo przepraszam. Już od lat mi się to nie zdarzało. Ale widzi pan, panie Balik, nie rozmawiałam też o sobie całe lata.

— Na rogu jest taka miła kafejka — powiedział, odetchnąwszy z ulgą. Przez chwilę myślał, że ona ma zamiar tak beczeć cały dzień! — Wstąpmy tam, napiję się drinka. A pani doprowadzi się do porządku w toalecie.

Wziął ją pod rękę i pokierował aż do drzwi toalety. Potem siadł na stołku przy barze i zamówił podwójną brandy.

Co za dzień! I cóż za dziwaczna dziewczyna!

Oczywiście nie powinien był jej tak mocno naciskać w sprawie, na którą była najwyraźniej mocno uczulona. Ale czy to jego wina, że jest taka wrażliwa?

Fabian rozważył całą sprawę dokładnie, bezstronnie i rozstrzygnął ją na swoją korzyść. Nie, zdecydowanie to nie była jego wina.

Ale cóż za historia! Dziecko-podrzutek, ten wyrostek, zęby, włosy na paznokciach i pod językiem… No i gwóźdź do wszystkiego: pępek!



9 из 22