– Syn? – powtórzył głucho Flynn i potrząsnął głową. – To niemożliwe! Mówiłaś, że się zabezpieczyłaś…

– Ha! A więc sobie przypominasz? I jakie to typowe dla mężczyzny, że pamięta to, co może go usprawiedliwić. Niby byłam zabezpieczona, brałam pigułki, ale przez parę dni miałam przerwę. I zanim powiesz, że to moja wina, muszę ci powiedzieć, że nic mnie to nie obchodzi. Ty też jesteś odpowiedzialny za to dziecko…

– Słuchaj. Spróbuj się uspokoić. Nie możesz przychodzić tu tak nagle i mówić rzeczy, w które mam uwierzyć…

Virginia nic na to nie odpowiedziała. Wydawało się, że nie może przestać mówić tego, co zaplanowała. Słowa padały z szybkością salwy pocisków z karabinu maszynowego.

– Twój syn ma na imię Dylan. I od tej chwili należy do ciebie. Nawet nie wiesz, przez co przeszłam. Nikt nie wie. Od chwili poczęcia tego dziecka moje życie stało się koszmarem. Źle się czułam. Straciłam pracę. Dzieciak miał ciągle kolkę. Nie sypia w nocy, a poza tym chcą mnie wyrzucić z mieszkania. Już dłużej nie wytrzymam. Nawet nie mam czym go karmić…

– Chwileczkę. Przestań mówić i uspokój się…

– Nie. I nie próbuj dawać mi pieniędzy, bo tu nie chodzi o nie. Nie wiedziałam, czy będziesz zadowolony, że zostałeś ojcem, ale zaryzykowałam. Nie każda kobieta jest stworzona, by być matką. Próbowałam – nawet nie wiesz, jak bardzo – ale nie udało mi się. Już dłużej nie wytrzymam. Przecież ty też ponosisz odpowiedzialność. Tak długo cię szukałam…

Molly nigdy nie widziała Flynna tak spokojnego. Zazwyczaj, gdy był czymś zdenerwowany, zachowywał się bardziej hałaśliwie niż normalnie. A teraz przesunął tylko ręką po włosach i milczał.

– Przecież dobrze wiesz, że to jest niemożliwe – odezwał się po chwili. – Nie możesz wpaść sobie tutaj tak po prostu i twierdzić, że jestem ojcem tego dziecka. Widzę, że jesteś zdenerwowana, więc…

– Nie uspokoję się. Wychodzę i zostawiam cię. Z twoim synem.

– To nie jest mój syn! – Niski głos Flynna słychać było we wszystkich pokojach. Przenikliwy głos blondynki docierał tam również.



11 из 114