Poszukiwania zostały zakończone.

Bailey też pełzał na czworakach, jego łysiejąca głowa błyszczała w blasku świetlówki. Czasami sprawiał wrażenie wariata, nakładając swój szczęśliwy płaszcz, ale tak naprawdę był geniuszem. Może nie potrafił zachowywać się jak normalni ludzie, ale niespodziewane problemy inspirowały go do działania i zawsze podchodził do nich z tą samą upartą, metodyczną ostrożnością. Molly najpierw ujrzała jego siedzenie, a potem dostrzegła dziecko. Bailey, z wyrazem powagi na twarzy, postanowił widocznie sprowadzić ten akurat problem pod biurko. Wnioskując z dużej ilości zgniecionych w kuble papierów, musieli grać w piłkę.

– Bailey, na litość boską! Szukałam go wszędzie! – Molly wreszcie udało się wypuścić powietrze z płuc.

– Najwyższy czas, żeby pojawił się ktoś i uratował mnie. – Bailey ze smutkiem w głosie odsunął się od dziecka. – Prawie przeżyłem zawał. Przypełzł tutaj za mną i wrzeszczał tak, że omal nie oszalałem. Nie wiedziałem, czego chce. Przecież nigdy nie miałem dzieci! Flynn pobiegł za tą kobietą, nie wiedziałem więc, gdzie jesteś, i nie miałem pojęcia, co robić…

– Bailey, ty wariacie! Ja też nic nie wiem o dzieciach, ale nie mogę uwierzyć, że siedziałeś tu, pozwalając mu jeść papier!

– Ja? Ja mu pozwoliłem?! Jakbym mógł coś na to poradzić. Pierwszą rzecz, jaką zrobił, to wpakował papier do buzi i zaczął przeżuwać. Spróbuj mu go zabrać, a zobaczysz, co się będzie działo.

– Wrzeszczy?

Bailey był bardzo dokładny.

– Czy wrzeszczy? Ten dzieciak ma płuca jak syrena.

Molly przykucnęła. Mały miał pełną buzię papieru, a mimo to pracowicie wpychał do niej następny kawałek. Molly musiała coś zrobić, by mu to zabrać. Spojrzała na malca badawczo i nagle poczuła ściskanie serca. Scena w gabinecie Flynna rozegrała się tak szybko, że nie miała okazji przyjrzeć się Dylanowi.

Dziecko miało pulchne ciałko, klockowate nóżki i… niesamowicie znajomą twarz. Podbródek bojownika, wyraziste rysy, skrzywiony nosek – Dylan z pewnością nie zostałby wybrany do reklamowania produktów Gerbera, ale wyrośnie na człowieka z charakterem, co do tego nie miała żadnych wątpliwości. Miał niesforną szopę kasztanowych włosów w identycznym kolorze, jak Flynn. I choć nie był piękny, jego oczy… miały błękit nieba i były pełne życia, światła i ironii – jak oczy Flynna.



16 из 114