– Simone powiedziała, że dziecko jest u ciebie.

– Tak. Całe, zdrowe i bezpieczne.

Zawsze miała wrażenie, że gdy tylko Flynn pojawiał się w jej pokoju, miejsce to przestawało być bezpieczne.

W przeciwieństwie do innych pomieszczeń tego biura, u niej było normalnie. Zwykłe biurko. Kartoteki. Dwa wysokie krzesła. Zaostrzone ołówki ustawione równo w kubku z reprodukcją Moneta. Zdjęcie rodziców i dwóch młodszych sióstr, różnokolorowe teczki poukładane równiutko na biurku. Ta bezpieczna, spokojna atmosfera zmieniała się natychmiast, gdy tylko pojawiał się Flynn. Zawsze tak było. Molly nie mogła zrozumieć, jak mu się udawało zmienić cichy, spokojny dzień w piekło. Coś pojawiało się w powietrzu, jak zwiastun burzy. W jednej chwili była zrównoważoną członkinią Stowarzyszenia Księgowych, a w następnej okazywało, się, że myśli tylko o tym, czy dobrze wygląda i czy się podoba Flynnowi. Wielokrotnie próbowała rozwiązać ten problem, ale nie mogła znaleźć żadnej odpowiedzi poza jedną – przy Flynnie kobiety czują się niepewnie, potrzebują jego aprobaty.

Ale teraz to Flynn był zdenerwowany.

– Poszła sobie – powiedział. – Ciągle nie mogę w to uwierzyć. Nie mogłem jej przekonać. Po prostu poszła sobie i już.

Molly oparła się wygodnie i przyglądała się, jak jej szef chodzi po pokoju.

– Obawiałam się, że tak będzie. Gdy weszła do twojego biura, sprawiała wrażenie osoby zdecydowanej na wszystko. Jednak myślę, że wróci. Była tylko bardzo zdenerwowana. Żadna matka nie zostawiłaby swojego dziecka.

– Mam taką nadzieję. Ale naprawdę nie wiem, co mam teraz robić. Czuję się tak, jakby ktoś rzucił mi na kolana bombę. A co będzie, jeśli dziecko zachoruje? Kto będzie za to odpowiedzialny? Nawet nie wiem, czy jestem uprawniony do opieki nad nim. Boże, ja nawet nie jestem pewny, czy to moje dziecko!

Molly rozumiała jego obawy. Spadło to wszystko na niego jak grom z jasnego nieba. Przy tym była przekonana, że nie zdążył przyjrzeć się dziecku – ani wcześniej podczas sceny z Virginią, ani teraz.



18 из 114