A na dywanie leżało śpiące dziecko, którego nikt nie kochał i nie chciał. Molly z łatwością potrafiła sobie wyobrazić siebie zajmującą się Dylanem. Rozumiała też, że Flynn potrzebuje pomocy. I to natychmiast – ale przecież nie jest sam na tym świecie. Ma jakąś rodzinę, przyjaciół. Nie może mu pozwolić, by swoje kłopoty zrzucił na nią.

Coś ciągnęło ją do śpiącego dziecka.

Na początku trochę Flynnowi pomoże. Zrobi to dla małego. Nie dla swojego szefa.

ROZDZIAŁ TRZECI

– Flynn, na tych pieluchach jest napisane „dla noworodków". Chyba potrzebny nam będzie większy rozmiar.

– Chcesz powiedzieć, że pieluszki sprzedawane są w różnych rozmiarach? O mój Boże. Chyba żartujesz? To niemożliwe.

Molly popatrzyła na niego z uśmiechem. Przynajmniej znowu zaczęła z nim rozmawiać, choć temperatura między nimi wahała się między zero a minus jeden.

– To jak myślisz? Rozmiar dla raczkujących?

– Takie chyba będą najlepsze.

– Wspaniale. – Zebrał z półki wszystkie paczki pieluszek w tym rozmiarze i wrzucił je do wózka.

– McGannon, ty wariacie. Zabrałeś cały zapas! Myślisz, że dziecko potrzebuje ich aż tyle?

– Posłuchaj, Molly, z tego co się zorientowałem, dziecko to po prostu nieszczelny przewód. Wkładasz coś z jednego końca, a po pół minucie to coś wychodzi drugim. Nie będę ryzykował, że zabraknie mi nagle w środku nocy pieluch. Co jeszcze mamy na liście?

– Jedzenie. – Przewidująca Molly w jednej ręce trzymała listę zakupów, a w drugiej ołówek. – Nie wiem, co kupić. Mleko i kaszki, to oczywiste. Mały ma tylko dwa zęby, więc cokolwiek kupimy, muszą to być rzeczy nie wymagające gryzienia.

– Czekolada? – zaproponował Flynn.

– To musi być coś zdrowszego i pożywniejszego – odparła surowo.



22 из 114