
– W porządku. Ale czekolada umila życie. A może czekolada do picia? To jest dobre dla dzieci, prawda?
– Wiesz co? Ty odszukaj dział zjedzeniem dla dzieci, a ja dokonam wyboru. Na litość boską! Zabierz mu klucze, bo je połknie!
– Chyba żartujesz. Słyszałaś go, gdy weszliśmy tutaj. Miałem wrażenie, że ktoś obdziera go ze skóry. Myślałem, że zaraz nas aresztują za zakłócanie spokoju. Ucichł, gdy dostał klucze.
– Myślę, iż chciał ci jasno wytłumaczyć, że się nudzi. Uważam też, że Dylan odziedziczył tę umiejętność po ojcu… ale nie mówmy już o tym. Klucze nie nadają się do zabawy, bo są brudne.
– Brudne? O czym ty mówisz? Przecież to dziecko zjada papier i kawałki dywanu.
– A może on jest po prostu głodny? Jeszcze nie mamy nawet połowy potrzebnych rzeczy. Do licha! Zapomniałam zupełnie o foteliku do samochodu. Musisz go kupić. Takie są przepisy.
– Mol?
– Aha? – Była zbyt zajęta przeglądaniem listy zakupów, żeby spojrzeć na niego.
– Dziękuję – powiedział cicho. – Dziękuję, że przyszłaś tu ze mną. Naprawdę doceniam twoją pomoc.
Przez kilka chwil wydawało mu się, że lód topnieje w jej oczach. Widział nawet odwilż, ale nie trwało to długo.
– Podziękujesz mi, jak skończymy. Możesz doznać szoku, wypisując czek.
Wypełniła zakupami cztery wózki.
Flynn wiele razy robił zakupy, ale nigdy z profesjonalistką. Molly szła wzdłuż półek, skreślając kolejne pozycje z listy, jednocześnie uspokajając dziecko i narzekając na ceny.
Rachunek nie przyprawił Flynna o zawrót głowy. Natomiast wpadł w panikę, jak tylko dotarli na parking.
Zapadła już noc i zrobiło się zimno. W jego sportowym samochodzie nie było miejsca na bagaże. Nie mógłby wcisnąć wszystkiego do swojego wozu. Samochód Molly, zaparkowany tuż obok, błyszczał w świetle lamp. Zadrżała z zimna. Kostium, który tak chętnie nosiła do pracy, nie był odpowiedni na taki ziąb. Szybko usadziła Dylana na nowym foteliku, sprawdzając, czy będzie zupełnie bezpieczny.
