
Irja zmieniła się na twarzy. Kurczowo chwyciła Kolgrima za ubranie.
– Ty wiesz, gdzie on jest! – krzyczała. – Widzę to dobrze! Ty wiesz, gdzie on jest, ty…
Tarald rzucił się do żony.
– Irja, co ty! Ty, zawsze taka dobra dla Kolgrima!
Histeria, którą tłumiła w sobie przez cały dzień, wybuchnęła teraz z całą siłą.
– Ja go znam! Wiem, co to znaczy, kiedy ma taką niewinną minę! On coś zrobił Mattiasowi! Ja to wiem! Ja wiem!
Oczy Kolgrima napełniły się łzami. Żeby tak go krzywdzić!
– Ale przecież ja byłem w Christianii! Żeby kupić prezent dla babci. O, zobaczcie!
Otworzył paczuszkę z połyskującą broszką.
– Och, Kolgrim! – zawołała Liv wzruszona. – Jak to miło z twojej strony! Musisz wybaczyć Irji. Matka nie jest w stanie myśleć rozsądnie, kiedy coś się stanie z jej dzieckiem.
Irja szlochała rozpaczliwie.
– Jedyne… co dobrego udało mi się… na tym świecie… stworzyć… to mój mały Mattias. On nie może zginąć, on nie może zginąć!
– On nie zginął, na pewno – uspokajał ją Tarald. – Wróci do domu, zanim zrobi się ciemno.
Ale Mattias nie wrócił. W Grastensholm zapanowała żałoba.
Dzień i noc słychać było nawoływania Irji: „Mattias, Mattias!” Trudno zliczyć, ile razy przeczesała dokładnie las. Budziła się w środku nocy w gwałtownej panice z krzykiem przerażenia: „On mnie potrzebuje! On jest sam i potrzebuje mnie!” I zaczynała od nowa szalone poszukiwania w okolicznych lasach, przepytywała po chałupach, szukała i szukała…
Liv utraciła swój cichy spokój, włosy posiwiały jej ze zmartwienia. Dag, który miał już nadwątlone zdrowie, podupadł tak bardzo, że wszystkich napełniało to lękiem. Paznokcie Taralda były obgryzione niemal do kości. Na zewnątrz nie okazywał za bardzo swojej rozpaczy, lecz kiedy był sam, szedł do pokoju Mattiasa, dotykał jego rzeczy, teraz opuszczonych przez właściciela, i wzbierał w nim płacz.
Cała parafia szukała tego małego, sympatycznego chłopca z Grastensholm, wszyscy bardzo go żałowali i współczuli jego najbliższym.
