– Ja też tak myślę – powiedział Kolgrim, a dolna warga mu drżała. I naprawdę udało mu się odegrać rolę nieszczęśliwego, bliskiego płaczu biedaka. – Słyszałem o Tengelu Złym i o twoim dziadku Tengelu, o mojej babee Sol, która umiała czarować, ale więcej nie wiem nic.

Brand zaczął więc opowiadać. Mówił o wszystkich obciążonych rodowym dziedzictwem, Kolgrim zaś słuchał, a jego oczy stawały się coraz większe i większe.

Siebie nie uważał za obciążonego. On, we własnym pojęciu, był wybranym!

– Czy naprawdę Tengel Zły wyruszył na poszukiwanie Szatana? Dokąd?

– Tego nikt nie wie.

– Ale jak on go przywoływał?

– Zebrał wszystkie magiczne zioła i czarodziejskie przedmioty, jakie znał, do wielkiego kotła i sporządził z tego wywar tak straszny, że trudno sobie wyobrazić. Bo Tengel Zły umiał wiele, wierz mi!

– I wypił to?

– Tego nie wiadomo. Może tak, może nie. W każdym razie odmawiał nad tym tajemne zaklęcia, by przywołać tego z kopytami, wiesz, o kogo chodzi. I mówią, że mu się to udało. Dziadek Tengel w to nie wierzył. On uważał, że w naszym rodzie jest po prostu taka cecha, że niektórzy mają kocie oczy i rodzą się ze specjalnymi umiejętnościami, których zwykli ludzie nie mają. Ale ja się teraz zastanawiam…

– Nad czym?

– Czy cała ta saga nie jest jednak prawdziwa. Ja myślę, że sam Szatan macza w tym palce.

– Jezu!

– Tego imienia nie wolno ci wymawiać bez potrzeby, wiesz o tym! I jeden z potomków Tengela Złego ma być największym czarownikiem, jakiego świat kiedykolwiek widział – zakończył Brand.

To ja, to na pewno ja, myślał Kolgrim podniecony. Od dawna wiedział bardzo dobrze, że jest jednym z, jak to nazywał, wybranych. Wystarczyło mu tylko przejrzeć się w lustrze, by to pojąć.

Tak, był pewien, że Tengel Zły pił diabelski wywar. I on zrobi to także. Żeby tylko wiedział, gdzie. I jak…



6 из 183