– Czy Tarjei ma ten skarb ze sobą, tam gdzie teraz jest?

– W Erfurcie? Nie sądzę. Tak, Trond także był jednym z was. Wiedziałeś o tym?

Nie, o tym Kolgrim nigdy nie słyszał. Och, gdyby wiedział, kiedy jeszcze Trond żył! We dwóch byliby straszliwie silni. Niepokonani!

Brand, który na moment pogrążył się w żalu po zmarłym bracie, ocknął się znowu.

– A w zbiorze znajduje się między innymi korzeń mandragory.

Takie czarodziejskie zioła Kolgrim już znał. W ogóle wiedział dużo więcej, niż można było się spodziewać. Bowiem te akurat sprawy bardzo go interesowały i dlatego wszystko, co usłyszał, zapamiętywał.

Brand był zbyt prostolinijny, by pojmować, co zasiał w małej, czarnej duszy Kolgrima.

Pierwsze, co chłopiec zrobił, to pewnej niedzieli, kiedy wszyscy wybierali się do kościoła, udał, że ma gorączkę. Pozwolono mu więc zostać w domu.

Gdy tylko dorośli wyszli, pobiegł co sił w nogach do Lipowej Alei i przeszukał cały dom, całe obejście, nie znajdując niczego. Długą nieobecność domowników wykorzystał do ostatniej minuty i wymknął się dopiero słysząc głosy powracającej służby. Najwięcej czasu spędził w starej części domu. Nigdzie jednak nie było żadnego skarbu. Wściekły i rozczarowany wrócił do Grastensholm, by znów udawać chorobę.

Erfurt znajdował się tak daleko stąd, że chłopiec nawet pojęcia nie miał, gdzie to jest. Nie mógł tam pojechać, by przyłożyć nóż do gardła zdradzieckiemu Tarjei.

Mógł jednak zrobić co innego! Coś, na co od wielu lat miał ochotę…

Mógł się uwolnić od swego rywala w tylu dziedzinach. A teraz rywala do tego, co najbardziej podniecające, do czarodziejskiego skarbu!

Wszyscy muszą się dowiedzieć, komu zrobili krzywdę!

Kolgrim przygotowywał wszystko z największą starannością. Może nosił w sobie jeszcze blade wspomnienie opowiadań Cecylii o wielkim czarowniku, który nie lubił, by małe trolle wyrządzały krzywdę swoim młodszym braciom? W każdym razie zwyczajnego morderstwa chciał uniknąć.



7 из 183