
Ale istniały przecież inne możliwości.
Pewnego lipcowego dnia uprosił, by dziadek zabrał go do Christianii. Wziął ze sobą skarbonkę, do której od wielu lat składał w tajemnicy drobne monety, jakie czasami otrzymywał od życzliwych wujów i ciotek.
Teraz oszczędności będą się chyba mogły przydać.
W kramie złotnika kupił piękną broszkę ze srebra.
Nikomu jej nie pokazał.
W następnych dniach poczynił kolejne przygotowania. Kiedyś, na przykład, przez wiele godzin jeździł konno, nikomu jednak nie powiedział, gdzie był ani co robił.
Słuchał wiatru zawodzącego jakby ze skargą w koronach drzew i uśmiechał się złośliwie.
Teraz był gotów.
Pewnego wieczora, gdy obaj bracia leżeli już w łóżkach we wspólnym pokoju, Kolgrim zapytał szeptem małego Mattiasa:
– Czy widziałeś kiedy tańczące ryby?
– Nie – odparł łatwowierny Mattias. – Czy ryby umieją tańczyć?
– O, i to jak! Chciałbyś zobaczyć?
Mattias bardzo chciał.
Kolgrim szeptał tajemniczo:
– Ale to jest zaczarowane miejsce. I one tańczą tylko w określonym czasie. Musimy się tam dostać po kryjomu. I nikt nie powinien o tym wiedzieć.
Mattias zamyślił się.
– Nawet mama?
– Jasne, że nie. Wtedy by wszystko przepadło!
Młodszy brat skinął głową.
– W takim razie zabiorę cię do miejsca, gdzie tańczą ryby. Ale nie jutro. Jutro ich tam nie będzie. Pojutrze. Ja wcześniej wyjadę z domu konno, żeby zobaczyć, czy to właściwa pora, a ty spotkasz się ze mną na skraju lasu przy tym wielkim dębie o godzinie… powiedzmy, o dziewiątej. Znasz się na zegarze?
– Mogę zapytać tatę.
– Nie, głuptasie, tego nie wolno ci robić! Wymkniesz się z domu, kiedy służące zaczną sprzątać ze stołu po śniadaniu. Tylko nikt nie może cię widzieć, pamiętaj! Szybko będziemy z powrotem, tak że nikt nie musi o niczym wiedzieć.
