– Jesteś tu sołtysem? – Przechyliła głowę.

– Jestem. Właściwie to byłem – wykrztusił. -Yyyyy… No bo…

– Wiem – ucięła krótko. – Ile takich zombi macie na stanie? – Spojrzała z odrazą na Macieja, który wymiotował przewieszony przez pobliski płot.

– W Kruszewicach mamy czterech ludziów. – Józef złożył z trudem w miarę poprawne zdanie.

– Cztery osoby – poprawiła go. – Reszta uciekła?

– A na co mieli czekać?

– Na mój powrót. – Uśmiechnęła się olśniewająco. Strasznie chciało mu się zakląć, ale kobieta trzymała w dłoni szpicrutę i jakoś tak mu się wydało, że jeśli rzuci miechem, oberwie natychmiast przez łeb.

– Zwołaj na piętnastą zebranie mieszkańców. Obecność obowiązkowa. Macie tu odpowiednią salę?

– O, tamoj klub był. – Wskazał barak z nieco zapadniętym dachem.

– Może być – mruknęła. – Potem postawi się coś lepszego.

– Co powiedzieć ludziom? – zapytał.

Spojrzała na niego zaskoczona. Przygłup jakiś czy co?

– Że mają przyjść – wytłumaczyła raz jeszcze cierpliwie.

– A jak zapytają, po co?

– Odbędzie się zebranie na temat przyszłości wsi i majątku. To i owo chcę tu zmienić. Zapewne będą chcieli poznać moje plany. – Wzruszyła ramionami i spiąwszy konia, odjechała.

Były sołtys poskrobał się po głowie. Od początku wiedział, że będą problemy, ale nie sądził, że aż takie.

Pozostali schodzili się niechętnie, z obawą, ale o oznaczonej godzinie pojawili się na miejscu. Stanisława w towarzystwie kuzynki i Moniki stanęła przed drzwiami baraku i spojrzała z niechęcią na zardzewiałą kłódkę.

– Poproszę klucz – poleciła.

Najlepszą metodą błyskawicznego narzucenia ludziom władzy jest wydanie kompletnie niewykonalnego polecenia. Trafiła bez pudła.

– Zgubiony jeszcze z dziesięć lat temu – wybąkał sołtys.



21 из 215