
Spokojnie, Brennan. Oni nie będą zadowoleni, jeżeli uszkodzisz trumnę albo zrobisz dziurę w czaszce siostry.
Zdjęłam rękawiczki, owinęłam palce wokół rączki i znowu pchnęłam. Tym razem ziemia ustąpiła i sonda wsunęła się w podglebie. Choć drżałam z niecierpliwości, sprawdziłam ziemię, z zamkniętymi oczami wyczuwając tę drobną zmianę w jej strukturze. Mniejszy opór mógł oznaczać obszar powietrza tam, gdzie coś uległo rozkładowi. Większy mógł być dowodem na to, że pod powierzchnią znajdowała się kość lub artefakt. Nic. Wyciągnęłam sondę i powtórzyłam czynność.
Przy trzeciej próbie poczułam opór. Spróbowałam piętnaście centymetrów dalej. I znowu coś. Niezbyt głęboko pod powierzchnią znajdował się jakiś przedmiot.
Uniosłam kciuk w kierunku księdza i zakonnic i poprosiłam Guya, by przyniósł siatkę. Odłożyłam sondę, wzięłam do ręki szuflę o płaskich brzegach i zaczęłam nabierać nią niewielkie ilości ziemi. Grudka po grudce rzucałam ją na siatkę, patrząc to na nią, to na wykop. Minęło pół godziny, kiedy wreszcie dostrzegłam to, czego szukałam. Wykopywana ziemia zrobiła się ciemna, nieomal czarna.
Zamieniłam szuflę na kielnię, pochyliłam się nad wykopem i ostrożnie wygładziłam jego dno, usuwając luźne grudki. Niemal natychmiast pojawił się owalny kształt. Zabarwiony kawałek ziemi miał jakieś dziewięćdziesiąt centymetrów długości. Nie byłam pewna szerokości, bo częściowo pokrywała go odkopana ziemia.
– Tu coś jest – oznajmiłam prostując się. Mój oddech zamieniał się w obłok pary unoszący się tuż przed moją twarzą.
Jak jeden mąż wszyscy zbliżyli się i spojrzeli w dziurę w podłożu. Rączką kielni nakreśliłam owalny kształt. W tym samym momencie przyłączyła się do nas eskorta siostry Bernardy.
