
– Bien sur.
– Teraz?
– Czemu nie? – Porcelana zadźwięczała o porcelanę
– Proszę zostawić naczynia – powiedział ojciec Menard. – Niech siostra włoży płaszcz i buty i pójdziemy do kościoła.
Dziesięć minut później znowu byliśmy w starym kościele. Pogoda się nie poprawiła, było nawet zimniej i bardziej mokro niż rano. Wiatr nadal wiał. Gałęzie nadal stukały o deski.
Siostra Bernarda niepewnie szła przez kościół, oboje z księdzem trzymaliśmy ją pod rękę. Przez warstwy ubrania wydawała się krucha i lekka.
Za nami szły zakonnice, siostra Julienne trzymała w ręku blok i długopis do stenografii. Na końcu pochodu szedł Guy.
Zakonnica zatrzymała się przed niszą w południowo-wschodniej części. Na głowie miała ciągle robioną na drutach, wiązaną pod brodą czapkę. Zaczęła się rozglądać, poszukując śladów i starając się ustalić miejsce. Wszystkie oczy skierowane były w jedną stronę w ponurym wnętrzu kościoła.
Gestem przywołałam Guya ze światłem. Siostra nie zwróciła na to najmniejszej uwagi. Po chwili odsunęła się nieco od ściany Głowa w lewo, głowa w prawo, potem znowu w lewo. W górę. W dół. Znowu sprawdziła swoje położenie i obcasem wyznaczyła w piasku linię.
– Ona leży tutaj. – Piskliwy głos odbił się echem od kamiennych ścian.
– Jest siostra pewna?
– To tutaj. – Nie brakowało jej pewności siebie.
Wszyscy popatrzyli na linię.
– Leżą w małych trumnach. Nie takich zwykłych. Zostały tylko kości, więc wszystko zmieściło się do małych trumien. – Wyciągnęła drobne ręce, by pokazać ich długości. Jedna z rąk się trzęsła.
Guy skierował światło na miejsce u jej stóp.
Ojciec Menard podziękował wiekowej zakonnicy i poprosił dwie siostry, by odprowadziły ją do klasztoru. Spojrzałam za nimi. Wyglądała jak dziecko, którego brzeg płaszcza ciągnie się po podłodze.
Poprosiłam Guya, by przyniósł jeszcze jeden reflektor. Przyniosłam moją sondę, koniec przyłożyłam w miejscu, które wskazała siostra Bernarda, i pchnęłam rączkę w kształcie litery T. Ani drgnęła. W tym miejscu ziemia nie była tak rozmrożona. Nie chciałam, by cokolwiek, co mogło znajdować się pod ziemią, zostało uszkodzone, a zaokrąglony czubek nie chciał gładko przejść przez częściowo zmrożoną warstwę ziemi. Spróbowałam znowu, tym razem mocniej.
