
– Widział pan ciała?
– Jeszcze nie. Czekam, aż da się tam wejść. Strażacy chcą być pewni, że jest tam bezpiecznie.
Absolutnie się z nimi zgadzałam.
Staliśmy w milczeniu, przyglądając się całemu rozgardiaszowi. Mijał czas. Poruszałam palcami rąk i nóg, nie chcąc, by mi zesztywniały. Wreszcie z góry zeszło dwóch strażaków. Byli w hełmach i maskach i wyglądali, jakby mieli szukać broni chemicznej.
– W porządku – powiedział ten, który zszedł ostatni, zdejmując maskę. – Można wejść na górę. Tylko ostrożnie i proszę założyć hełmy. Cały cholerny sufit może runąć. Ale podłogi wyglądają bezpiecznie. – Podszedł do drzwi, ale zawrócił. – Są w pokoju po lewej stronie.
Hubert, LaManche i ja ruszyliśmy na górę, a szkło i gruz chrzęściły pod naszymi stopami. Mój żołądek był już ściśnięty i coś we mnie wzbierało. Chociaż to moja praca, to nigdy nie stałam się nieczuła na widok okrutnej śmierci.
Na górze były drzwi prowadzące na lewo, na prawo i jedne na wprost, do łazienki. Chociaż wszystko było tu brudne od sadzy, to jednak w porównaniu z parterem nie wyglądało tu tak źle.
Przez drzwi po lewej stronie widziałam krzesło, biblioteczkę i fragment podwójnego łóżka. Na nim leżały nogi. Weszliśmy tam z LaManchem, Hubert poszedł do pokoju po prawej.
Tylna ściana była częściowo spalona, a miejscami spoza tapety wychodziły drewniane belki, sczerniałe, chropowate i nierówne jak skóra krokodyla. Chłopcy od podpaleń mówią na to “aligatorka”. Podłogę pokrywały zwęglone gruzy, wszędzie pełno było sadzy.
LaManche długo się rozglądał, w końcu z kieszeni wyjął mały dyktafon. Nagrał datę, godzinę i miejsce i zaczął opisywać ofiary.
Ciała leżały na bliźniaczych łóżkach, które ustawione były w kształcie litery L w odległym kącie pokoju, między nimi stał mały stolik. Oba ciała były ubrane, zwęglenie uniemożliwiło jednak rozpoznanie płci. Ofiara leżąca wzdłuż tylnej ściany miała na sobie tenisówki, ta druga nie miała butów. Zauważyłam, że jedna ze sportowych skarpet była częściowo ściągnięta, odkrywając osmoloną kostkę. Palce skarpety wisiały bezwładnie. Obie ofiary były dorosłe. Jedna z nich była wyraźnie tęższa.
