
– Jej tam nie ma – zagrzmiała.
– Słucham?
– Nie ma jej tam. – Sękatym palcem postukała w prostokąt. – To nie jest to miejsce.
Wtedy wrócił ojciec Menard. Wraz z nim przyszła wysoka zakonnica z czarnymi brwiami, które łączyły się nad nosem. Ksiądz przedstawił siostrę Julienne, a ona uniosła złożone dłonie i uśmiechnęła się.
Nie musiałam powtarzać tego, co powiedziała siostra Bernarda. Słyszeli ją, kiedy szli korytarzem. Słychać ją chyba było w Ottawie.
– To nie jest to miejsce. Szukacie w złym miejscu – powtórzyła.
– Co siostra ma na myśli? – zapytała siostra Julienne.
– Szukają w złym miejscu. Tam jej nie ma.
Ojciec Menard i ja spojrzeliśmy na siebie.
– To gdzie ona jest, siostro? – zapytałam.
Znowu się pochyliła nad diagramem i palcem popukała w południowo-wschodni róg kościoła.
– Ona leży tutaj. Razem z mere Aurelie.
– Ale sio…
– Zostały przeniesione. Dano im nowe trumny i położono pod specjalnym ołtarzem. Tam.
Znowu wskazała południowo-wschodni róg.
– Kiedy? – zapytaliśmy jednocześnie.
Siostra Bernarda zamknęła oczy. Pomarszczone, stare wargi poruszały się w niemej kalkulacji.
– W tysiąc dziewięćset jedenastym. Wtedy przyszłam tutaj jako nowicjuszka. Pamiętam to, bo kilka lat później kościół spłonął i okna zostały zabite deskami. Moim obowiązkiem było chodzenie tam i stawianie kwiatów na ołtarzu. Nie lubiłam tego. Bałam się chodzić tam sama. Ale obiecałam Bogu.
– Co się stało z ołtarzem?
– Zabrano go jeszcze w latach trzydziestych. Stoi w kaplicy Dzieciątka Jezus w nowym kościele. – Złożyła serwetkę i zaczęła zbierać naczynia. – Była kiedyś tablica przy tych grobach, ale już jej nie ma. Nikt już tam nie chodzi. Tablicy też już nie ma.
Znowu popatrzyliśmy na siebie z księdzem. Lekko wzruszył ramionami.
– Siostro – poprosiłam – czy mogłaby nam siostra pokazać, gdzie leży Elisabeth?
