
Kiedy wychodziła z sypialni, kącikiem oka dostrzegła kolorowy błysk zza drzwi pokoju Tommy'ego. Weszła i zobaczyła górę czerwonych swetrów i niebieskich dżinsów, brudnych skarpet i bielizny, zwiniętych w kłębek i porzuconych na podłodze. Nigdy nie nauczy się używać kosza na bieliznę. To przekracza jego możliwości. Przez moment zawahała się – kiedyś myśleliśmy, że wszystko przekracza jego możliwości. Ale nie pozwoliłam, żeby klęska i rozpacz wypełniły mi noce. I zwyciężyliśmy. W końcu zwyciężyliśmy. Teraz wydaje się, że już nie ma rzeczy, która przekraczałaby jego możliwości. Dotarło do jej świadomości, że po raz pierwszy snuje najzwyklejsze fantazje rodzicielskie, wyobrażając sobie, kim będzie ich dziecko, kiedy dorośnie. Dorośnie i kimś będzie. Potoczyła wzrokiem po pokoju, po niechlujnie posłanym łóżku, po zabawkach i książkach i różnych skarbach, które zapełniały pokój każdego chłopca, różnych szpargałach uważanych za coś niezwykle cennego. Próbowała odkryć jakiś ślad problemów Tommy'ego, ale nie było żadnego. Nie daj się ogłupić, pomyślała. Były tutaj. Ale już ich nie ma. Przypomniała sobie, jak pewien lekarz sugerował kilka lat temu, żeby wyłożyć jego pokój czymś miękkim, na wypadek gdyby miał napady szału. Dzięki Bogu, że zawsze słuchaliśmy samych siebie.
Usiadła na łóżku chłopca wpatrując się w figurkę żołnierzyka. Był zawsze dzielny jak żołnierz. Podczas tych wszystkich testów, dźgania, kłucia, badań EEG i stymulacji bodźców. Przecież cierpiał w czasie tego wszystkiego. Dla Duncana i dla mnie to było łatwe. Wszystko, co musieliśmy zrobić, to tylko denerwować się. Ale to on pokazywał nam, jak być dzielnym.
Odłożyła zabawkę.
Gdzie on jest?
Cholera!
Zerwała się, szybko zeszła na dół, do drzwi frontowych. Otworzyła je, wyszła na dwór, w zimną noc i stała tam, dopóki nie przeniknął jej chłód.
Gdzie oni są?
Wróciła do środka, potrącając stojący w hallu stolik.
