
Dość scen, zdecydowała. Będziesz się głupio czuła za parę minut, kiedy wpadną do środka, wołając o obiad.
Skarciła się i to ją na chwilę uspokoiło. Ale tylko na chwilę. Źle tłumiony strach zaczął ponownie opanowywać ją od środka. Podeszła do schodów i zawołała:
– Dziewczęta!
Usłyszała głos Karen i Lauren.
– W porządku – dodała. – Chcę tylko wam powiedzieć, że zaraz będzie obiad.
Była to półprawda. Chciała je tylko usłyszeć, upewnić się, że są bezpieczne.
To naprawdę głupie, pomyślała.
Nie, wcale nie. Było już tak bardzo, bardzo późno.
Podeszła do telefonu w kuchni, zaczęła wybierać 911, ale wstrzymała się. Jej palec zawisł nad ostatnią cyfrą. Usiadła trzymając aparat w ręku. I wtedy, jak błysk światła w ciemnym pokoju, usłyszała samochód zatrzymujący się na podjeździe.
Ogarnęło ją uczucie ulgi. Odłożyła telefon, szybko podeszła do drzwi frontowych, otworzyła je i ujrzała męża – nie dziecko prowadzone przez ojca, ale męża, zmierzającego w jej kierunku.
– Duncan – zawołała.
W trzech susach pokonał odległość między nimi.
Nawet w słabym świetle, płynącym z otwartych drzwi, dostrzegła, że ma zaczerwienione oczy.
– Duncan! O Boże! Co się stało! Tommy! Co z nim? Gdzie tata?
– Mam nadzieję, że nic się nie stało – odrzekł Duncan. – Mam nadzieję. O, Boże! Megan! Oni zniknęli. Zabrali ich. Wszystko skończone! Wszystko!
– Kto ich zabrał? Nie rozumiem! – Próbowała się opanować.
– Byłem taki głupi – wykrztusił Duncan. Nie mówił do żony, lecz do otaczającej go nocy, do minionych lat. – Upłynęło tyle czasu, myślałem, że to wszystko dawno skończone, że to tylko złe wspomnienia, zły sen. To się nigdy nie wydarzyło, przekonywałem siebie. Ależ byłem głupi, cholernie głupi.
Megan z trudem powstrzymała krzyk.
– Mów! – jej głos zaczął się podnosić. – Gdzie Tommy? Gdzie jest mój ojciec? Gdzie oni są?
Duncan popatrzył na nią.
